Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2020.03.21

ZARAZA-KABARET. SCENKA KOMICZNA

Występują

ELŻBIETA – matka, żona i kochanka

SZYMON – mąż

PAULINA – córka duża

MICHAŁEK – synek mały

 

ELŻBIETA

Ale naprawdę nie możemy na Malediwy?

 

SZYMON

Nie.

 

ELŻBIETA

Ale serio, serio, serio???

 

SZYMON

Serio nie, i nie, i nie.

 

ELŻBIETA

Czy ktoś może mi to racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego Malediwy nie?

 

SZYMON

Widziałaś, ile tam jest miejsca na takiej wyspie? Zesramy się z nudów.

 

ELŻBIETA

Bo tobie jest obca rozrywka pod tytułem: leżenie na plaży i czytanie książek.

 

SZYMON

Poleżeć i poczytać możemy sobie w domu.

 

ELŻBIETA

A plaża?

 

SZYMON

Chcesz, to ci zrobię plażę w łazience, chcesz?

 

PAULINA

Dwa tygodnie leżeć i czytać?! Masakra!

 

ELŻBIETA

No to gdzie? Tylko nie mów, że znowu Egipt! Mam dosyć tego smrodu wielbłądów!

 

PAULINA

I nie znowu Turcja, błagam! Już rzygam Turcją!

 

MICHAŁEK

Ja chcę do Danii!

 

ELŻBIETA

Tam jest za zimno.

 

PAULINA

Ty nie chcesz do Danii, tylko do Legolandu.

 

MICHAŁEK

Chcę do całej Danii!!!

 

ELŻBIETA

Ale jak ja gdzieś jadę i płacę, to chcę, żeby było ciepło i nie padało! I żeby poleżeć i poczytać.

 

PAULINA

Zanzibar. Podobno jest cudowny. Nikola była.

 

SZYMON

Co z tego, że Nikola była? Mam jechać tam, gdzie Nikola była. Odwaliło ci?

 

ELŻBIETA

Tam są robaki. Pełzające, latające. Włażą ci wszędzie.

 

PAULINA

Są moskitiery.

 

ELŻBIETA

I mam chodzić w moskitierze po plaży?

Zresztą jak dla mnie, to za gorąco. Jak gdzieś jadę i płacę, to nie żeby się męczyć.

 

MICHAŁEK

No to do Laponii.

 

PAULINA

Chyba cię pogięło. Tam nie ma co robić! Jakiś byle jaki las i długo nic.

 

ELŻBIETA

Jak dla mnie za zimno. Jak gdzieś jadę i płacę, to nie żeby marznąć.

 

SZYMON

Mam dla was coś ekstra, co wszystkich pogodzi.

 

ELŻBIETA

Dlatego zdyskwalifikowałeś moje Malediwy!

 

MICHAŁEK

Ja nie chcę na Malediwy!!!

 

PAULINA

Nie bój się! Tata ma coś gorszego.

 

SZYMON

Ta daam! Chiny! Wycieczka objazdowa! Zamurowało? Tam jeszcze nas nie było. Zakazany pałąc, mur, chińskie targowiska, żółte rzeki, ryżowe bezdroża...

 

ELŻBIETA

Strasznie się umordujemy.

 

PAULINA

Dwadzieścia godzin samolotem. A potem jeżdżenie i jeżdżenie. I tłumy ludzi.

 

MICHAŁEK

Nieeee!!!

 

ELŻBIETA

Szczerze? To ja już wolę siedzieć w domu. Poleżę sobie, poczytam, filmy pooglądam. W samotności i na luzie.

 

PAULINA

Marzę o tym, żeby nigdzie się z wami nie tłuc, nie łazić, nie jeździć, nie latać, nigdzie nie wychodzić, tylko się zamknąć w pokoju i sobie spędzać dnie i noce na kompie, i na smartfonie. Serio.

 

MICHAŁEK

Tylko grać i oglądać bajki? I nie chodzić do szkoły już nigdy?

 

PAULINA

Nigdy.

 

MICHAŁEK

Hurrra!!!!

 

SZYMON

A wy myślicie, że to jest dla mnie przyjemność? To ciągłe użeranie się z wami na tych wyjazdach? Że ja marzę o podróżowaniu z wami przez Chiny, czy o łażeniu na malediwską plażę? Nie. Gdyby mnie zwolniono z obowiązku podtrzymywania rodzinnych więzi oraz edukowania was światem, to bym się najchętniej położył na łóżku i przespał cały wolny czas, ile tylko się da. I budziłbym się tylko jeść, pić i do toalety. O tak! O tak! Niech się tak stanie, błagam!

 

MICHAŁEK

Błagam!

 

PAULINA

Ja też błagam!

 

PAULINA

Nigdzie nie? Jak tak nigdzie nie? Wszyscy tak, a my nie? Jak tak? No nie, no nie. Ale chciałabym.

Chciałabym. Tak. Ale niech inni też nie. Niech sobie nie myślą, że coś tam. Jakby się stało coś takiego, że nikt nigdzie nie, i że nie trzeba, naprawdę nie trzeba, to ja byłabym potwornie szczęśliwa.

Ewentualnie Wenecja.

 

SZYMON

To co? Wenecja czy Chiny?

 

 



Artur Pałyga, data publikacji: 2020.03.19

KABARET W KORONIE - INTRO

Na scenę wychodzi dziecko w koronie i pośpiewuje piosenkę

 

Potrzebuję kogoś żywego.

Potrzebuję kogoś żywego.

Ja jestem zdolny do życia samodzielnego

przez góra trzy dni.

Więcej nie umiem, umieram

z braku kogoś żywego.

Umieram z braku kogoś żywego,

jak ty.

 

Twarz dziecka uśmiechniętego.

Twarz dziecka uśmiechniętego.

Oczami dziecka ukochanego spoglądam.

Nie złorzecz mi!

Bo ja po prostu umieram

z braku kogoś żywego.

Umieram z braku kogoś żywego,

jak ty.

 

Tak, żal mi człowieka starego.

Tak, żal mi człowieka starego.

Oszczędzam mu tego wszystkiego złego,

niech śpi.

Ja cię po prostu wyręczam

w tym, co cię skrycie zadręcza.

Skracam

złe dni.

 

Przychodzę tu ze strasznego

Przychodzę tu ze strasznego

miejsca tak bardzo ludzkiego, zwierzęco-piekielnego,

straszniejszego niż straszne sny.

Więcej nie powiem. Umieram

z braku kogoś żywego.

Umieram z braku kogoś żywego.

Pomóż mi!

 

 



Artur Pałyga, data publikacji: 2020.03.12

BĘDZIE DOBRZE!

I tak się stało, że jedyną działalnością artystyczną Teatru Śląskiego jest obecnie ten blog, czyli kronika zagłady.

Wszyscy jeszcze myślą, że to chwilowe. Że za dwa tygodnie już się coś unormuje, a najdalej za dwa miesiące minie bez śladu. Jak zawsze. Jak podczas każdej wojny, każdej dżumy, każdego końca świata. Pojedyncze głosy, że zaraza może potrwać wiele miesięcy, nie są poważnie brane pod uwagę.

W sumie może też nie traktuję ich poważnie. No jak może coś tak długo trwać? Trudno w takie rzeczy uwierzyć, a w ogóle po co? Tylko się człowiek zamartwia i potem zasnąć nie może. Najlepiej, jeśli chodzi o sen, mówić sobie i święcie wierzyć w to, że na pewno za chwilę wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży, że nawet się ułoży lepiej niż by się myślało, że przecież musi wrócić do normy i to w rozsądnym czasie. Dobrze jest włączyć sobie jakiś film, dopóki jest prąd, wziąć przyjemną kąpiel, dopóki jest woda, przyrządzić sobie coś pysznego, dopóki jest z czego.

Sam w to nie wierzę, co piszę. W to: dopóki jest. W ogóle nie wierzę. Traktuję to jak żart, z serii żartów czarnych. Myślę, że prąd będzie zawsze, że woda będzie zawsze i zawsze będzie pyszne. Mam głębokie przekonanie, że tak będzie i w ogóle nie dopuszczam takiej możliwości, że na przykład przestaną działać bankomaty oraz telefony komórkowe i że stanie się to tak gwałtownie, że nie zdążę nawet poważnie wziąć tego pod uwagę, że to może nie być chwilowa awaria. Ten świat się po prostu nie może posypać! No nie wiem, może kiedyś, po mojej śmierci jakoś powolutku może sobie ewoluować w coś innego. Ale żeby teraz, tak gwałtownie, z dnia na dzień, w to nigdy nie uwierzę, bez szans. Choćbym nawet widział, oczom nie uwierzę. Oczy i uszy są omylne. Więc spokojnie! Nic poważnego się nie dzieje. Posiedźmy chwilę w domach, zrelaksujmy się. Mamy chwilowe spowolnienie. Nic więcej. Taka mała próba zagłady. Takie tchnięcie. Kaszlnięcie. Zaraz się znudzi i sobie pójdzie. Jesteśmy dzielni i będzie dobrze. Wiadomo. Będzie dobrze. Będzie dobrze. Całymi dniami, gdy wszystko poodwoływane, można sobie siedzieć i pisać: będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze, albo robić coś całkiem innego w tym rodzaju. Osobisty spektakl z obowiązkowym happyendem.



Artur Pałyga, data publikacji: 2020.02.19

CZY PAN SIĘ UWAŻA ZA PISARZA?

- Ale ty nie musisz pisać bloga o teatrze. Po prostu pisz sobie bloga Pałygi! - powiedział mi Miłosz Markiewicz. Hm. Trudne. Na tej ładnej, białej stronie Teatru Śląskiego zasuwać jakieś prywaty. Z drugiej strony jestem częścią Teatru Śląskiego, czy nie jestem? Moją specjalnością w tym teatrze jest, czy nie jest pisanie? A, wiadomo, przekleństwem każdego pisarza jest, że tak czy inaczej pisze o sobie, wierząc, że poprzez pisanie o sobie, pisze o wszystkich i o wszystkim, czego jest częścią. Można to robić bardziej lub mniej wprost. Pytanie, czy ja się uważam za pisarza? Nadchodzi koniec. Jakie to ma znaczenie, za kogo się uważam na koniec. Spośród wszystkich informacji o skutkach zmian klimatycznych, nie wiem do końca dlaczego, najbardziej podziałała na mnie ta o lodowcu Thwaites. Lodowiec Thwaites stanowi sporą część Antarktydy w jednym jak gdyby bloku. Otóż zrobiono w nim malusienieczką dziureczkę na wylot i zmierzono temperaturę wody pod spodem, i okazało się, że wynosi ona kilka stopni powyżej zera, i że lodowiec Thwaites w szybkim tempie topnieje od dołu. Już trzeszczy w szwach. A jak pęknie, to wszystkie inne bloki lodowcowe, które opierają się na wielkim Thwaitesie, spłyną sobie. No i wiadomo, podniesienie poziomu mórz i oceanów i szereg nieprzewidywalnych katastrof. Nie lubię tego straszenia. Będzie, co będzie. Niemniej, informacja o tej trzeszczącej naturalnej tamie, skojarzyla mi się z tykającą bombą zegarową. No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Jakoś to będzie. A jak nie będzie, to cóż. Zawsze coś będzie. Jeszcze tak nie było, żeby nic nie było. Ruszą nasze kawałeczki w międzygwiezdną podróż, która nie ma końca. Wcześniej czy później ruszą. Więc kochajmy się póki czas!