Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2019.04.03

RÓŻA MARIA

Funkcjonujemy z Magdą Fertacz na polskiej scenie dramatopisarskiej od kilkunastu lat. Patrząc poprzez nią, poprzez nasze pisanie i nasze spotkania w teatrze, mógłbym prześledzić, jak się ten teatr zmieniał przez ostatnie lata. I jak zmieniał się świat. Bo w kropli widać przecież całość.

Pamiętam, jak Magda wygrała pierwszą Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. Pamiętam, jakiej to było rangi wydarzenie. Bo miała wygrać „Nasza klasa” Tadeusza Słobodzianka. Bo „Nasza klasa” wydawała się murowanym faworytem. Takim na bank. A tu Magda Fertacz i „Trash Story”, w której to sztuce niezapomnianą rolę zagrała potem Jadwiga Jankowska-Cieślak.

Potem początki festiwalu R@Port w Gdyni, gdzie z Małgorzatą Sikorską-Miszczuk i Magdą Fertacz płyniemy razem na fali wznoszącej, choć chyba wtedy tego nie czujemy. Chyba naturalne jest dla nas i nie wbijające w żadną pychę, że na kolejnych R@Portach sporą część repertuaru stanowią nasze sztuki.

Potem dyskusje o pisaniu. Próba zbratania się z filmem, kiedy środowisko filmowców zaprosiło grupkę dramatopisarzy na Gdyński Festiwal Filmowy. Panele dyskusyjne, rozmowy, rozmowy. I Magda Fertacz, i Gosia Miszczuk, i Michał Walczak, i Marysia Wojtyszko. I inni. Lepi się środowisko dramatopisarzy, jak śniegowa kula. A Magda w tym środowisku gra jedną z ról głównych.

No i wspólna praca moja i Magdy nad „Hamletem '44” w Muzeum Powstania Warszawskiego w reżyserii Pawła Passiniego. Jeden z dwóch przypadków, kiedy pisałem wspólnie z kimś sztukę. Oba przypadki były z Magdą Fertacz. Pamiętam zderzenie z jej poetyką, z labiryntami jej wrażliwości. To było niezwykłe.

Polityczność, zawsze polityczność. Zawsze, przez te kilkanaście lat Magda przywraca głos tym, którym go odebrano. Łagodniej, potem ostrzej, z przytupem.

I po paru przeczytanych zdaniach wiedziałem zawsze, że to jest tekst Magdy Fertacz.

Teraz spoza Polski, bo mieszka w Andaluzji. I trochę spoza polskiego teatru. Bo środowisko nasze dramatopisarskie szybciutko dojrzało i pękło. Konfiguracja okazała się pozornie stabilna, jak śniegowy płatek.

Teraz temat bardziej globalny. Jak bardziej globalny niż polski jest Roman Polański i jego kobiety. I jego diabeł.

W „Trash Story” najżywszą postacią było nieżyjące dziecko. Tutaj w zapowiedziach przed premierą „Rosemary” w reż. Wojciecha Farugi, Magda mówi, żeby założyć, że żadnego diabła nie ma, a wszystko to ludzie. I wciąż przywraca głos. Otrzymuje go Rosemary, która u Polańskiego go nie ma.

W Teatrze Śląskim Magdy Fertacz jeszcze nie było. Dzień dobry.



Artur Pałyga, data publikacji: 2019.02.21

TEATR NOWYCH TEKSTÓW

Chciałbym zwrócić uwagę na coś, co wcale nie jest takie oczywiste, jakby się mogło wydawać. Mianowicie, jak ważny dla tego Teatru jest współczesny, polski tekst. Mamy plejadę współczesnych autorów polskich:

Szczepan Twardoch, który mówi, że to jego teatr,

Jerzy Pilch, którego zagrano u nas po raz pierwszy na Śląsku, a więc w jego ojczystym regionie,

Magda Fertacz,

Janusz Głowacki,

Bruno Schulz

Przemysław Wojcieszek

i oczywiście Kazimierz Kutz ,

a od dopiero co Marek Modzelewski.

Wydaje mi się, że nie ma drugiego takiego teatru w Polsce, gdzie w jednym sezonie, w repertuarze byłoby tyle współczesnych polskich tekstów.

Czy to jest ważne? A co lepiej opisze obecną rzeczywistość tutaj niż współczesny tekst stąd? Więc chyba tak. Chyba ważne.

A pisze to z satysfakcją żyjący autor, który tu znalazł swoje miejsce.



Artur Pałyga, data publikacji: 2019.01.30

DEMONY, DIABŁY, ANTYCHRYST

Jeśli teatr reaguje na sytuację, niekoniecznie bezpośrednio i niekoniecznie do końca świadomie, ale jeśli rzeczywiście rezonuje z tym, co, można powiedzieć, jest w powietrzu, to znaczy, że świat wokół Teatru Śląskiego zrobił się bardziej mroczny. Teatr nie wywołuje, ale odpowiada, wydobywa to, co nie do końca widoczne. I tak po premierze "Wielu demonów" zagościła w Wyspiańskim Rosemary. Znakomita autorka, Magda Fertacz, zwyciężczyni historycznej pierwszej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, inspirowała się słynnym horrorem Polańskiego pt. "Dziecko Rosemary". Kto zna twórczość Magdy Fertacz, wie, że to tylko inspiracja i że będzie gęsto i będzie niespodzianka.

Po adaptacji polskiej powieści Jerzego Pilcha mamy więc inspirację Polańskim. A na scenie wciąż "Psubracia", więc krew się leje, a zło przegląda się w scenicznym lustrze. Może się wystraszy samo siebe i ucieknie gdzieś z wiatrem, przycichnie.

Jest metafizycznie. Wyspiański chyba by był zadowolony.



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.12.24

ŻYCZENIA DLA ŁUCJI GINKO

Została.

Taka, jaką lubiliśmy. Dobra, dobre uczucia budząca, zawsze z łagodnym uśmiechem, zawsze kompetentna, uczciwa, zorganizowana, łącząca ludzi Łucja Ginko.

Została przed świętami.

Spotykaliśmy ją na wszystkich premierach, teatralnych świętach, na festiwalach, w komisjach jurorskich, w których pełniła rolę tej życzliwej światu.

Została, jako osoba bardzo ważna dla śląskiej kultury, jako jej część łącząca, organizująca i zawsze pomocna.

Została niespodziewanie, nagle, przed świętami Bożego Narodzenia 2018 roku. Odeszła z życia tu i teraz. Zamieszkała w Zawsze.

Trudno uwierzyć, że nie będzie jej na następnej premierze w Teatrze Śląskim, z którym szczególnie w ostatnim czasie była związana.

Trudno uwierzyć, że nie zamieni się już z nią paru dobrych słów w przelocie pomiędzy jednym zdarzeniem, a drugim.

Trudno uwierzyć, że bierze dziś udział w zdarzeniach, które jeszcze nas nie dotyczą, jeszcze przez chwilę.

Do widzenia, Łucjo! Życzę ci w imieniu całego Teatru najwspanialszych, najniezwyklejszych świąt Bożego Narodzenia, jakich w ogóle nie umiemy sobie wyobrazić!