Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2018.10.21

ŚLĄSKOLUDKI

Chyba do tego się odniósł Szczepan Twardoch po premierze "Dracha", pisząc na swoim blogu o śląskich krasnoludkach.

Napisane to zostało podczas jednej z prób "Dracha" w sali 109f.

- - - -

Gdzieś daleko świat, a oni sobie swoim językiem, którego nikt poza dolinką nie jarzy. I te klimaty swoje mają, w których się tak czują. Że kompot, jak zawsze był kompot, tak jest ten kompot, czy co tam, inne krupnioki czy rolady. To takie śliczne, takie urocze, takie ciepłe. Tak z góry wiadomo, że rodzinka, że domek, ciepełko rodzinne, święta, stół nakryty jak zawsze w dolince, że świat tam gdzieś się przewala, przewala, a u nas zawsze ciepło, zawsze kompot, kompocik. I tak wytrwamy, tak przetrwamy, tak żeśmy, na tym kompocie, na tych kluskach śląskich przetrwali stulecia, taki z nas ludek krasny. Krasnoludki. Powinni wszyscy być w takich czapeczkach z pióropuszami, jak indianie, z pomponami, wystrojeni, czyści, bo o te stroje, stroiki trzeba dbać, wiadomo. I wszystko, co najważniejsze to że się rodzi ktoś, umiera, komuś się coś przytrafiło, a innemu się nie przytrafiło, o jezu, o jezu, kompot, kompot, kompocik. A najważniejsze, że ciepło. I zawsze do ciepełka wróć. Siedzą krasnoludki i se fajki palą. Taki świat w dolince, światek, światczek, światuńcio. Z tym nieuchronnym, krasnoludkowym poczuciem wyższości, że szalony świat gdzieś tam, a u nas wiadomo, u nas wszystko wiadomo. I że te olbrzymy co się tu panoszą to głupie, proste, wieśniackie i popierdolone, my ich tu w naszej dolince nie rozumiemy, my ich tolerujemy. Każdy człowiek chyba marzy sobie czasami o takiej dolince.

Kocham tę dolinkę. Kocham się im przyglądać, jak tak sobie żyją, jak przeżywają, że im się do tej dolinki świat wdziera i wdziera, jak się trzymają tych jamek i tego kompotu. To takie śliczne i takie urocze. Tak chciałbym czasem stać się jednym z nich, takim krasnoludkiem w czapce z pióropiuszem, mieć te swoje sprawy, że ten z tej chatki, z tej jamki, tamten z tamtej. I słuchać jak papa krasnoludek prawi o dawnych krasnalach i że przetrwaliśmy bośmy nigdy nikomu nie byli zawadą, pracowity ludek, hej ho, hej ho, idą z kilofami z wesołą piosenką na ustach. Wracają, a tam ja leżę, królewna. Oj, a kto to w naszym łóżeczku, a kto z kubeczka. I tak dalej. A opowiedzcie mi, proszę, jak wy tu sobie żyjecie krasnoludki, jak wy tu w tej dolince tak przetrwaliście. I siedzą, zapalają fajki i prawią, prawią, prawią. I nie ma drugiej takiej dolinki na całym, całym świecie – prawią krasnoludki. Bo u nas się kochają, i rodzą, i umierają, i mają różne losy takie jak my, krasnoludki, które piją kompot, czy tam inne kluski jedzą. I nigdzie, w żadnej innej dolince na świecie się takie nie rodzą, tylko tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu tutututu tu tu. Tu. To miejsce, ta dolinka nazywa się Tu, i to ją czyni absolutnie wyjątkową, niecodzienną, niezwykłą, wspaniałą, cudowną, ciepłą naszą dolinką, Tu, w naszym ciepełku, które niestety czasem zakłócają nam inne klimaty, wiatry, huragany nawet, deszcze, burze, susze i powodzie, inne pory roku. Wszystko przez olbrzymy. Głupie, proste, niezdarne, brutalne olbrzymy.

Kocham was, krasnoludki śląskie, śląskoludki! Bo czy rozmar coś mówi? Bo co mówi rozmiar? Wszak małe jest piękne. Piękne są dolinki. Spacer po dolince dostarczy ci niezapomnianych wrażeń. Dowiesz się, jak jest. Dowiesz się o świecie, jak jest zbudowany i co jest z czego i czemu. Dowiesz się, jak żyć. Dowiesz się wszystkiego, co wiesz, że się dowiesz. I to jest dobre. To piękne. Dowiesz się, jak przetrwać, gdy dookoła życie i historia, jakieś straszne sprawy, mętlik, galimatias. W dolince dowiesz się, co to jest porządek pomimo wszystko, poza wszystkim, wewnątrz, w środku wszystkiego. Bo ta dolinka, jak każda dolinka jest w samym środku świata, ale ta jest bliska. Tę, mimo jej poczucia różności, wyjątkowości, jesteś w stanie pojąć, doświadczyć, odczuć, przeżyć, zanurzyć się w niej, jak w kompocie. Plum!

Machają krasnoludki latarenkami wesoło i ostalgicznie zarazem z całą gorzką wiedzą o tym ciężkim kawałku chleba, o tej ciężkiej, wyjątkowej, jak wszystko w dolince, pracy pod tą naszą dolinkową ziemią. I w machaniu latarenek, w migającym świetle widać ich dobre i poczciwe twarze. Machają, popijają piwo z kufli i jedzą swoje krasnoludkowe przysmaki: gąsienica w cieście, faszerowany chrząszczyk, zupka z koniczynki, kluseczki z błota, krew muchy z ukiszonym mchem, ślina żuczka gnojarza, grudki ziemi z wodą z kałuży, paproszek przyrządzony jak przyrządzały paproszki śląskoludowe prababcie w swoich upranych (to bardzo ważne, że upranych) fartuszkach. Uwielbiam paproszki.

To się nazywa pogodny fatalizm. Wszystko, co się dzieje, się dzieje i już, trudno, nie ma rady. Paproszek nie ma wpływu przecież na bieg wody. Wszystko jest ze wszystkiego, wszystko jest wszystkim – powiedzieć tak, to nie powiedzieć nic. Dolinkowe słowa, które są mądrością o tym, że nic się nie da zrobić. Jest jak jest i już. Po prostu przyjmij swój los z pogodą ducha, a przynajmniej z godnością. Godność to strasznie ważna sprawa dla kogoś małego. Krasnoludka poznasz po jego godności. Nosi ją jak czapeczkę swoją z pióropuszem. Więc przyjmij swój los w tej czapeczce, a jeśli ci ją strącą to cóż, to też los, to trudno. Przyjdzie czas, to podniesiesz. Pozwolą, podniesiesz. Pogodny fatalizm. To największa mądrość – mówią krasnoludki. - Po prostu przyjmij swój los, pracuj i zachowuj czystość. Skup się na rodzinie, na dolinkowych sprawach. Kto się komu podoba, kto z kim, kto się puszcza, kto za kogo wyjdzie, kto umarł, kto się rodzi. Wszystko ze wszystkiego i wszystkim wszystko. Tak już jest. Tak już TU jest. Kocham wasze TU. Uwielbiam TU przyjeżdżać. Wasz język jest egzotyczny i swojski zarazem. Jest jak w zamorskiej kolonii, wśród TUbylców, którzy przejęli nasz język, ale nadają mu wciąż swoisty koloryt, nadając swoje pochylenia, swoje dawne akcenty, dolinkowe słowa, których nikt nigdzie nie rozumie poza tą dolinką.

Oczywiście nikogo nie obchodzą te wasze sprawy, spraweczki, kto komu ukradł cukier, kto się wyrodził z rodziny, a kto przeciwnie, dobrze żyje z krasnoludkową familią. To jest tak, jakby się ciągle oglądało w kółko ten sam film, ten sam ciepły serial o dolince, ten sam jeden odcinek, jakby się zacięło i żeby to ukryć się podkłada różną muzykę, różne dekoracje, różne krasnoludki wypowiadają wciąż te same kwestie. Ten film leci tutaj od nikt już nie pamięta kiedy. I jest jak dom. Jak taki dobry, ciepły dom z serialu, w którym czasem się ktoś zbiesi, bywa ciężko, ale i tak wiadomo, i tak wszystko wiadomo. Że wszystko jest wszystkim. Więc to, że to nikogo nie obchodzi, w ogóle nie przeszkadza. Bo się to ogląda jak coś, co wiadomo. I nie trzeba myśleć. Myślenie wyrywa z tego, co wiadomo. Dolinka jest szczęśliwa, dopóki nie myśli. Nie myślcie, krasno-, śląskoludki. Nie idźcie na lep! Nie dajcie się! Trwajcie! Wszystko jest wszystkim. I już.



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.10.08

SMOK SIĘ BUDZI

Świnia wie mniej, dlatego lepiej rozumie, rozumie prawdę bijącego serca i prawdę topora.

Może to są rzeźnicy, ci opowiadacze?

Golla biegnie w pościgu za świnią, w którym ze względu na tuszę byłby bez szans, gdyby nie potworny balast klapy od dołu z nieczystościami, którą ranna świnia ciągnie za sobą. … i świnia również jest bardzo samotna i przerażona w swoim bólu, bo ją również bardzo boli.

Ból, kał i przerażenie. A przy tym, nie wiadomo właściwie dlaczego, strasznie to wszystko komiczne. Bo jak się tu nie rozrechotać. Pijany rzeźnik z siekierą biegnie za niedorżniętą świnią, która ciągnie za sobą obesraną klapę. Boki zrywać! Jaja nie do wytrzymania.

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, co słychać, powiedziałbym, że słychać potworny, brzydki ryk nieudolnie zarzynanej świni. Bo źle się zamachnął. Bo podpity rzeźnik źle się zamachnął. Nikt nie jest doskonały. Cała historia zaczyna się od przebudzenia i od co słychać. Od groteskowo-upiornego, z trzewi krwawiących, z otępiałego przerażeniem mózgu wydartego kwiku.

Smok jest dlatego straszny, że wie, co każdego czeka. Widzi z góry. Sponad planu. Dlatego grozą zieje. Straszliwie kwiczącą grozą.

Radzim wsiąknął w ziemię niedaleko garnka, który wcześniej zakopał, a z ziemi wyssały go drzewa, które potem ścięto, a potem zmurszały, i Radzim wrócił do ziemi, i znowu został wyssany, i znowu wrócił. Dlatego drzewo i człowiek są tym samym.

Sarny nie mają imion, ale dwóm z nim nadamy jakieś, aby odróżnić je od innych saren. To takie małe oszustwo, takie samo jak te, które stosujecie, aby przekonać samych siebie, źe różnicie się czymkolwiek od swoich bliźnich. Że jesteście osobni.

Trwają próby do "Dracha". Tym aktualnie żyjemy.



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.09.15

WEJŚCIE SMOKA

Świnia wie mniej, dlatego lepiej rozumie, rozumie prawdę bijącego serca i prawdę topora.

Tak zaczyna się "Drach" Szczepana Twardocha. Tak zaczyna się nowy sezon. Od "Dracha". Niełatwo.

Golla biegnie w pościgu za świnią, w którym ze względu na tuszę byłby bez szans, gdyby nie potworny balast klapy od dołu z nieczystościami, którą ranna świnia ciągnie za sobą. … i świnia również jest bardzo samotna i przerażona w swoim bólu, bo ją również bardzo boli.

Ból, kał i prerażenie. A przy tym, nie wiadomo właściwie dlaczego, strasznie to wszystko komiczne. Bo jak się tu nie rozrechotać. Pijany rzeźnik z siekierą biegnie za niedorżniętą świnią, która ciągnie za sobą obesraną klapę. Boki zrywać!

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, co słychać, powiedziałbym, że słychać potworny, brzydki ryk nieudolnie zarzynanej świni. Bo podpity rzeźnik źle się zamachnął. Nikt nie jest doskonały. Cała historia zaczyna się od przebudzenia i od co słychać. Od groteskowo-upiornego, z trzewi krwawiących, z otępiałego przerażeniem mózgu wydartego kwiku.

Smok-drach jest dlatego straszny, że wie, co każdego czeka. Widzi z góry. Sponad planu. Dlatego grozą zieje. Straszliwie kwicząca groza. Widzi też, co nas czeka. Teatr, aktorów, autorów, widzów.

Radzim wsiąknął w ziemię niedaleko garnka, który wcześniej zakopał, a z ziemi wyssały go drzewa, które potem ścięto, a potem zmurszały, i Radzim wrócił do ziemi, i znowu został wyssany, i znowu wrócił. Dlatego drzewo i człowiek są tym samym.

Krótko mówiąc, zaczynamy od najlepszej polskiej literatury dzisiejszej. Szykujcie się!



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.06.21

PRZEKONANIA

Brałem udział w takiej rozmowie. Ludzie związani z teatrem. Z różnych części Polski. Rozmowa zeszła na Teatr Śląski.

- Byłem w tym teatrze i nic nie zrozumiałem. Mówili językiem, którego nie rozumiałem. To chyba nie powinno tak być. Wyszedłem w trakcie.

- To świetnie przecież! Mówili swoim językiem!

- No dobrze, ale powinni może napisy puszczać.

- Przecież to jest ich teatr, ich język. Po co napisy?

- Żebym zrozumiał?

- W Barcelonie masz teatr po katalońsku i to jest oczywiste. Nie ma żadnych hiszpańskich napisów. Tutaj to chyba jedyny taki teatr w Polsce. To jest wartość!

Nieprzekonany nie przekonał się do końca, ale też nie był tak nieprzekonany, jak na początku.

Tymczasem zupełnie a propos w teatrze znów rządzi Szczepan Twardoch. Trwają próby do "Dracha".

No i przedfinałowa gorączka w Szkole Pisania Sztuk. Finał w niedzielę, 24 czerwca od 16.00. Ostatnie poprawki.