Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2019.09.21

DRZWI OTWARTE

Nowy sezon szeroko otworzył drzwi. Pierwsza premiera połączyła się z otwarciem festiwalu Open the Door. A premiera to niezwykła, a jednocześnie jakoś oczywista właśnie tutaj. Teatr Śląski konsekwentnie buduje swoją pozycję teatru współczesnej dramaturgii, a więc sezon 2019/2020 otworzył „Koszt życia” - sztuka, która dopiero co zdobyła Pulitzera, a której autorką jest żyjąca w Stanach Zjednoczonych, a pochodząca z Bytomia, Martyna Majok. Oczywiste więc, że to najwłaściwsze miejsce na polską prapremierę tej sztuki. Autorka przyjechała z Ameryki zobaczyć premierę i uściskała się z reżyserką, Małgorzatą Bogajewską i z aktorami.

A że „Koszt życia” idealnie wpisuje się w formułę festiwalu, który skupia się na tak zwanych wykluczonych, więc wszystko się zgadza. Na próbie generalnej pojawił się Kuba Roszkowski, który szykuje w naszym teatrze Sienkiewiczowski „Potop” na szóstkę aktorów. Kuba Roszkowski, dramaturg i reżyser, znany jest w teatralnej Polsce m.in. z odjechanych, kukiełkowych „Krzyżaków” i z „Kordiana”, w którym aktorzy przebrani byli za owady, więc z radością oczekujemy, czym zaskoczy nas „Potop”, przy którym razem z Kubą pracuje szalony scenograf, Mirek Kaczmarek. W ostatni dzień festiwalu przyjeżdża natomiast Agata Duda-Gracz. Na razie po to, żeby spotkać się z aktorami Teatru Śląskiego, a niedługo przyjedzie znów robić spektakl na podstawie Bestariusza Słowiańskiego. Będzie to pierwszy spektakl reżyserowany przez nią w jej rodzinnych Katowicach. Dlatego właśnie, że rodzinne, że szczególne, że osobiste, dotąd nie chciała tu pracować. Od siebie dodam jeszcze, że pracuję nad tekstem, który ma reżyserować w naszym teatrze Anna Augustynowicz, a inspiracją jest twórczość Wiesława Langego, który pracował w Teatrze Śląskim, jako scenograf. Twórczość, a nie biografia.

Robert Talarczyk wyreżyseruje tekst Dominiki Łapki oparty na prawdziwej historii dwuletniego chłopczyka, którego ciało wyłowiono ze stawu pod Cieszynem i dopiero po długim czasie odnaleziono jego zabójców, którymi okazali się jego rodzice. Dominika Łapka pisała ten tekst w ramach Katowickiej Rundy Teatralnej.

No i będzie Krzysztof Garbaczewski. Po Krakowie, Wrocławiu i Warszawie swojego Garbaczewskiego będą miały Katowice.

I inne ciekawe, ciekawe, bardzo ciekawe wydarzenia.

Bardzo też jestem dumny, że dzień przed zakończeniem festiwalu Open the Door, w sobotę, odbędzie się kolejny już w Teatrze Śląskim finał Szkoły Pisania Sztuk. Zapraszam! Szczegóły na stronach Teatru!



Artur Pałyga, data publikacji: 2019.06.05

WIDOCZNOŚĆ

W tym roku kalendarzowym ze znacznie większą niż dotąd intensywnością, docierają głosy typu: "No ten wasz Teatr Śląski to staje się naprawdę ciekawy!". Naprawdę, raz za razem się z tym spotykam ostatnio.

- Słyszałem, że Rubin u was robi teraz? A ta Kleczewska to mega! "Rosemary" też słyszałem superinteresujące - słyszę gdzieś na drugim końcu Polski.

Śledzi się, co nowego w Śląskim.

Albo telefony typu:

- Nie ma tam u was jakiejś pracy, w Śląskim? Podobno warto.

No i opinie od ludzi z zewnątrz, którzy tu pracowali przy spektaklach:

- Tu jest naprawdę świetnie! Świetny klimat pracy! Dobry zespół, nie tylko aktorski.

No dobra, nie chcę, żeby zrobiła się z tego notka marketingowo-reklamowa. Dzielę się po prostu tym, co rzeczywiście zauważam i myślę sobie, że tu też chodzi o widoczność. Stało się tak, że Teatr Śląski jest widoczny w Polsce. I wszystko, co tu się dzieje, jest widoczne. To miejsce na widoku w naszym teatralnym świecie polskim jest dość niestabilne. Niełatwo je zająć, łatwo z niego spaść. I odczuwam to tak, choć pewnie niejeden by się tu spierał ostro ze mną (i nie upieram się, mówię o subiektywnym odczuciu), że zajęliśmy je na dobre, dopiero teraz.

Może ktoś spytać, czy jest w ogóle czym się przejmować. Na co komu ta widoczność? Myślę, że jest bardzo ważna. Klub, który jest w ekstraklasie raczej budzi większe zainteresowanie niż ten z okręgówki. Ma też większe możliwości. Wierzę w to, że teatr bardziej widoczny to lepszy teatr. Pod każdym względem.

To był naprawdę dobry sezon. Szybujmy dalej!



Artur Pałyga, data publikacji: 2019.05.08

STUDENCI

Przy studentach możemy się dobrze poczuć. My, starzy wyjadacze teatralni. Mam na myśli studentów Szkoły Aktorskiej w Teatrze Śląskim. Przychodzą tu z nadziejami, z oczekiwaniami do nas i możemy się w tych nadziejach i oczekiwaniach troszeczkę ogrzać. Zajmujemy pozycje, do których oni aspirują. Uczymy ich i dzięki temu możemy poczuć, że coś wiemy. Ich wyobrażenia o nas i o teatrze są mgliste, wyrywkowe, szczątkowe w porównaniu z naszą wiedzą i naszym doświadczeniem. To miłe, być autorytetem, choćby na chwilę. Na chwilę, bo oni dość szybko zaczynają się orientować, przyglądać, rozpoznawać i nasza pozycja staje się co nieco chwiejna, nieco podejrzana. I jeśli na początku poprzez nich możemy zobaczyć, jak wyglądamy postrzegani przez osoby zewnątrz, to w miarę upływu czasu widzimy, jak postrzeganie nas zmienia się, gdy postrzegający znajdują się wewnątrz. Czy ich nadzieje się spełniają, czy nie i co się konkretnie spełnia? Co tak naprawdę przekazujemy, widać, jeśli uchwyci się różnicę między tym, jak widzą nas i teatr studenci, którzy kończą naszą szkołę, a jak ją widzą ci, którzy zaczynają. To dość bezwzględne zwierciadło, które idzie dalej w świat, przekazując nasz odbity obraz.

 

Przemyślane i zapisane po zajęciach ze studentami pierwszego roku z dramaturgii.



Artur Pałyga, data publikacji: 2019.04.16

RUBIN, JANICZAK, GERRON

Przecież żaden film nie odtwarza rzeczywistości, nie łudźmy się. Westerny z Johnem Wayne'm nie są ani o milimetr bliższe prawdy niż „Triumf woli” Leni Riefensthal. „Frankenstein”, „Błękitny anioł”, słynny dokument z życia mieszkanców Grenlandii pt: „Nanuk z Północy” itd. itp. jeśli coś odtwarzają, to czas, w którym powstały i ukształtowaną w tym czasie ludzką wyobraźnię. Więc dlaczego nie? Dlaczego nie zrobić pogodnego filmu o getcie żydowskim w III Rzeszy? Pogodnego dokumentu? Dlaczego nie nazwać go: „Fuhrer dał Żydom miasto”? Może być to film tak samo prawdziwy jak „Nanuk” i tak samo prawdziwe emocje budzący jak „Błękitny anioł”.

Tak mógł myśleć Kurt Gerron, aktor i reżyser filmowy w przedwojennych Niemczech i potem, w III Rzeszy, Żyd zaprzęgnięty do pracy przez Geobbelsowski aparat propagandy.

Na ile można sobie pozwolić, próbując ocalić życie? Na ile warto sobie pozwolić? Na wszystko? Może tak. Może na wszystko.

Leni Riefenstahl, która nie robiła swoich filmów, aby uratować życie, ale po prostu, bo chciała (plus sława i pieniądze), cieszy się do dzisiaj zainteresowaniem, renomą i szacunkiem. Wprawdzie świetnie się znalazła w zbrodniczym systemie, ale wybaczamy, gdyż zrobiła bardzo dobre i bardzo przełomowe filmy. Trochę się tłumaczyła z tej pracy w propagandzie, ale w zasadzie nie musiała. Jej wielkość jest niekwestionowana.

Kurt Gerron, choć jego przesłanki są trudniejsze do zakwestionowania, jest w kłopotliwym cieniu. Leni pokazywała morderców w glorii i chwale. Kurt pokazywał ofiary tak jakby nie były żadnymi ofiarami. Filmy Leni nieustannie oglądane są na całym świecie. Z filmu Kurta Gerrona pozostały strzępy. Leni po wojnie zaliczyła jeszcze niejeden bankiet. Kurt po skończeniu filmu o tym, jak dobrze jest w żydowskim getcie, od razu trafił do komory gazowej w Auschwitz.

A przecież nikt nie lubi ofiar. Szczególnie tych, co próbowały się ratować, idąc na układ z mordercą. A litość to maska, którą zakłada pogarda.

 

Jutro słynny tandem: Wiktor Rubin i Jola Janiczak rozpoczną w naszym teatrze pracę nad spektaklem o Kurcie Gerronie.