Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2020.02.19

CZY PAN SIĘ UWAŻA ZA PISARZA?

- Ale ty nie musisz pisać bloga o teatrze. Po prostu pisz sobie bloga Pałygi! - powiedział mi Miłosz Markiewicz. Hm. Trudne. Na tej ładnej, białej stronie Teatru Śląskiego zasuwać jakieś prywaty. Z drugiej strony jestem częścią Teatru Śląskiego, czy nie jestem? Moją specjalnością w tym teatrze jest, czy nie jest pisanie? A, wiadomo, przekleństwem każdego pisarza jest, że tak czy inaczej pisze o sobie, wierząc, że poprzez pisanie o sobie, pisze o wszystkich i o wszystkim, czego jest częścią. Można to robić bardziej lub mniej wprost. Pytanie, czy ja się uważam za pisarza? Nadchodzi koniec. Jakie to ma znaczenie, za kogo się uważam na koniec. Spośród wszystkich informacji o skutkach zmian klimatycznych, nie wiem do końca dlaczego, najbardziej podziałała na mnie ta o lodowcu Thwaites. Lodowiec Thwaites stanowi sporą część Antarktydy w jednym jak gdyby bloku. Otóż zrobiono w nim malusienieczką dziureczkę na wylot i zmierzono temperaturę wody pod spodem, i okazało się, że wynosi ona kilka stopni powyżej zera, i że lodowiec Thwaites w szybkim tempie topnieje od dołu. Już trzeszczy w szwach. A jak pęknie, to wszystkie inne bloki lodowcowe, które opierają się na wielkim Thwaitesie, spłyną sobie. No i wiadomo, podniesienie poziomu mórz i oceanów i szereg nieprzewidywalnych katastrof. Nie lubię tego straszenia. Będzie, co będzie. Niemniej, informacja o tej trzeszczącej naturalnej tamie, skojarzyla mi się z tykającą bombą zegarową. No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Jakoś to będzie. A jak nie będzie, to cóż. Zawsze coś będzie. Jeszcze tak nie było, żeby nic nie było. Ruszą nasze kawałeczki w międzygwiezdną podróż, która nie ma końca. Wcześniej czy później ruszą. Więc kochajmy się póki czas!



Artur Pałyga, data publikacji: 2020.01.03

SCENA, KTÓRA WYPADŁA

Wciąż nie ma żadnej sztuki?

 

Są sztuki mydła.

 

Tekst też jest z mydła?

 

Powtórz to sto dwanaście razy, a osiągniesz czystość.

 

Tekst też jest z mydła? Tekst też jest z mydła? Tekst też jest z mydła?... (i dalej jeszcze sto dziewięć razy)

 

Co sprawia sprawę? I jaki sens w sensie?

 

Rozprzestrzeń się!

 

W sensie?

 

Żebyśmy mogli się zgubić.

 

Ja bardzo bym się chciała zgubić. I wszystko jedno z kim.

 

Zgubiłem się. Jeszcze raz, od początku. Tekst też jest z mydła? Tekst też jest z mydła? Tekst...

 

Żeby się zgubić, trzeba wiedzieć, gdzie się jest.

 

Bez sensu!

 

W sensie?

 

To tylko szumi, skwierczy, prycha! Iskrzy na łączach! Iskra gaśnie i znowu skwierczy.

 

No ale płynie. Ciągle płynie. Płynie z mydła? Też z mydła? Tekst z mydła? Tekst też z mydła?

 

To nie coś płynie, tylko my.

 

Zmyło nas.

 

Precz z wolnością!

Wysadzić kanarki!

 

Wychodzą anioły i kładą się spać.

 

Oto Pan Bóg pójdzie!

 

Wynoszą kanarka.

 

Generał umierał.

 

I zarżnął kanarka.

 

Chciałabym innych skojarzeń.

 

Inne płyną.

 

To jest sztuka

sto sztuk

tysiąc sztuk

milion sztuk

sto milionów sztuk

miliard sztuk

sto miliardów sztuk

trylion sztuk

 

Gdzie jest trup kanarka?

 

Dla kogo te sztuki?

 

sto trylionów sztuk

google sztuk

nieskończoność sztuk

brak sztuk

 

Kukurykuuu!!!

 

Już było.

 

Ja?????

 

Chyba nie ja.

 

Zawirowało.

 

Ja mogę.

 

Albert, wychodzimy!

 

Dlaczego?

 

Kanarek nie żyje.

 

Ale gdzie on jest?

 

Kukurykuuu!!!

 

W sensie?

 

Czyja to guma?

 

Po Murzynie.

 

Murzynku! Murzyneczku! Murzynuniu!

Kukurykuuu!!!

 

Coś tu się zagęściło. Jak zupa.

 

Moja zupa.

Moja zupa jest jak ja.

A ja jestem jak zupa.

Jestem na kości i mam mnóstwo witamin.

Jedzcie mnie!

 

Otwieram klatkę piersiową!

 

A tam trup kanarka.

--------

 

W mowym roku dwa zero dwa zero życzę Państwu wspaniałych zup z całym mnóstwem witamin!



Artur Pałyga, data publikacji: 2019.11.26

UWAGA, NADCHODZI

Dziś do naszego przedszkola przyszedł Adolf Hitler. Dzieci od razu go poznały i nie pomogło przebranie Mikołaja. Ani prezenty. Pani Ilonka zniknęła w kuchni pod pretekstem przygotowywania poczęstunku. Pozostałe panie były oburzone, zebrały się u pani Tereni w gabinecie, piły kawę, herbatę i radziły, co zrobić z Hitlerem. W końcu indendentka wzięła się na odwagę i poszła poprosić Hitlera, żeby poszedł won. Ale dzieci przekonały ją:

- Niech trochę zostanie, jak już przyszedł. Zostań, Hitlerze, prosimy!

Udobruchany Hitler usiadł na małym krzesełku pod choinką, ruszał wąsikiem i skubał w zadumie białą, mikołajową brodę.

Basieńka jakby nigdy nic spoczęła mu na kolanach, pogłaskała po twarzy i mówi:

- Czym ty się martwisz, czym? Mnie też nikt nie lubi. Chcesz być moim tatą? Będziesz tatą? Bądź tatą, proszę, proszę, proszę!

I ani się obejrzał, a już małe rączki zarzuciła mu na szyję i nuże, obcałowywać pooraną twarz. Hitler coś tam pomruczał i w końcu niby się zgodził. Basieńka przytuliła się do niego mocno.

Chłopcy, troszeczkę się śmiejąc, w kąciku ćwiczyli hajhitle. Najmniejszy z chłopców i najbardziej spośród nich nieśmiały, Luluś, zaczaił się za stolikiem, udaje, że niby karabin do policzka tuli, zza węgła się wychyla, mierzy do Hitlera. Basię chce odbić, z Basią się całować.

Wierzcie mi, był to najsmutniejszy widok świata.



Artur Pałyga, data publikacji: 2019.10.23

ARTYSTA

Bardzo, bardzo, szczególnie mi zależy na tym tekście. Bo jest o nas, o mnie, o pracujących w teatrze i o innych artystach. Cały jestem teraz w nim. Wyrzucam i zaczynam po raz sto pięćdziesiąty, tylko inaczej. I po każdej nowej wersji kolejnego fragmentu rozmawiam o tym z Anią Augustynowicz, która ma to w naszym teatrze reżyserować. Punktem wyjścia jest twórczość Wiesława Langego, który przez lata pracował w Teatrze Śląskim, jako scenograf. No, dopóki tego nie skończę, o niczym innym na tego bloga raczej nie napiszę. Więc wklejam fragment z dziś, taki jak jest dziś, może jutro go już w tekście nie będzie, a może właśnie on będzie, zobaczymy.

- - - -

ARTYSTA

To jest kompletnie nieistotne co się mówi o sobie.

Szczególnie artysta, który mówi o sobie, jest kompletnie nieistotny.

To są wszystko w ogóle nieistotne informacje.

Ile ma dzieci, ile ma kochanek, czy pracuje w nocy, czy w dzień, czy jest mądry, czy głupi, chory, czy zdrowy, pije, czy nie pije i jakie ma życiowe perypetie.

Ja nie rozumiem, po co komu biografia artysty.

Czytają te biografie i co? Teraz rozumieją, tak?

Aha, chorował na kiłę! No tak! Teraz jasne!

Patrzysz na witraż i widzisz tę kiłę. Pomaga?

Albo artysta, który objaśnia świat. Gorsze niż zaraza!

Artysta powiedział, że trzeba przestać wydobywać węgiel.

Artysta tłumaczy, który system polityczny jest najkorzystniejszy.

Artysta doradzi ci, jak żyć.

Zgroza!

I najgorsze, że w to wierzą!

Uważam, że artystów, którzy objaśniają świat, należy zabijać.

Obłędem jest przekonanie, że artysta umie powiedzieć coś sensownego na temat tego, co jako artysta, stworzył.

To znaczy, oczywiście, to może brzmieć sensownie, bo artysta, jak małpa w cyrku, daje się tresować i szybko się uczy, jak mówić, żeby to brzmiało sensownie.

Co więcej, jeśli jest idiotą, to może nawet sam uwierzyć w to, co mówi.

Że z troski o sprawiedliwość społeczną upomina się swoim dziełem o lud!

Że walczy o nowy, lepszy świat!

Że chce wskazać i napiętnować pewne niepokojące zjawiska!

Że z miłości do piękna!

Że zgłębia tajemnice!

Że chce, aby społeczeństwo przejrzało się w jego sztuce!

Że to jego osobista rozmowa z Kimś!

Że demaskuje!

Odsłania!

Dotyka!

Nie ma takiej bzdury, której artyści nie wypowiedzieli o swoich dziełach.

W tym sporcie nie istnieje granica żenady.

Oczywiście, jeśli mnie państwo spytacie o moje życie prywatne oraz zawodowe, albo co myślę o czymś tam w kraju, czy na świecie, albo o moje przemyślenia na temat moich dzieł, to ja odpowiem, ponieważ jestem grzeczny i chcę się podobać. Ale mogę też nie odpowiedzieć, jeśli poniesie mnie w artystę buntownika. Albo pójdę w artystę mędrca i odpowiem bełkotliwie i niezrozumiale. Albo artystę wrażliwca, który zapadnie się w sobie i powie coś dziwnego. No mam parę możliwości, wszystkie tak samo nieistotne.

Kiedy palec coś wskazuje, nie patrzy się na palec, nie pyta się palca, jak żyć, nie analizuje się budowy palca i biografii palca, nie zastanawia się, przez co palec przeszedł, na jakie choroby zapadał, czy pod paznokciem ma czysto, czy nie, a jeśli się to robi, to jest to kompletnie nieistotne, co więcej, szkodliwe, ponieważ odwraca uwagę od tego, na co palec wskazuje, czy tak?