Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2019.01.30

DEMONY, DIABŁY, ANTYCHRYST

Jeśli teatr reaguje na sytuację, niekoniecznie bezpośrednio i niekoniecznie do końca świadomie, ale jeśli rzeczywiście rezonuje z tym, co, można powiedzieć, jest w powietrzu, to znaczy, że świat wokół Teatru Śląskiego zrobił się bardziej mroczny. Teatr nie wywołuje, ale odpowiada, wydobywa to, co nie do końca widoczne. I tak po premierze "Wielu demonów" zagościła w Wyspiańskim Rosemary. Znakomita autorka, Magda Fertacz, zwyciężczyni historycznej pierwszej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, inspirowała się słynnym horrorem Polańskiego pt. "Dziecko Rosemary". Kto zna twórczość Magdy Fertacz, wie, że to tylko inspiracja i że będzie gęsto i będzie niespodzianka.

Po adaptacji polskiej powieści Jerzego Pilcha mamy więc inspirację Polańskim. A na scenie wciąż "Psubracia", więc krew się leje, a zło przegląda się w scenicznym lustrze. Może się wystraszy samo siebe i ucieknie gdzieś z wiatrem, przycichnie.

Jest metafizycznie. Wyspiański chyba by był zadowolony.



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.12.24

ŻYCZENIA DLA ŁUCJI GINKO

Została.

Taka, jaką lubiliśmy. Dobra, dobre uczucia budząca, zawsze z łagodnym uśmiechem, zawsze kompetentna, uczciwa, zorganizowana, łącząca ludzi Łucja Ginko.

Została przed świętami.

Spotykaliśmy ją na wszystkich premierach, teatralnych świętach, na festiwalach, w komisjach jurorskich, w których pełniła rolę tej życzliwej światu.

Została, jako osoba bardzo ważna dla śląskiej kultury, jako jej część łącząca, organizująca i zawsze pomocna.

Została niespodziewanie, nagle, przed świętami Bożego Narodzenia 2018 roku. Odeszła z życia tu i teraz. Zamieszkała w Zawsze.

Trudno uwierzyć, że nie będzie jej na następnej premierze w Teatrze Śląskim, z którym szczególnie w ostatnim czasie była związana.

Trudno uwierzyć, że nie zamieni się już z nią paru dobrych słów w przelocie pomiędzy jednym zdarzeniem, a drugim.

Trudno uwierzyć, że bierze dziś udział w zdarzeniach, które jeszcze nas nie dotyczą, jeszcze przez chwilę.

Do widzenia, Łucjo! Życzę ci w imieniu całego Teatru najwspanialszych, najniezwyklejszych świąt Bożego Narodzenia, jakich w ogóle nie umiemy sobie wyobrazić!



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.11.22

SZKOŁA PISANIA TRWA

Trzeba odnotować, że trwają zajęcia kolejnej Szkoły Pisania w Teatrze Śląskim. Spotykamy się regularnie, za każdym razem na cztery godziny. Czasem się przeciąga dłużej. Uczestników wybrano w dość bezwzględnej selekcji. Kandydaci wysyłali próbki swoich tekstów oraz przeszli krótkie rozmowy wstępne. Chodziło o to, żeby stworzyć grupę ludzi, którzy albo już dużo umieją i potrzebują iść dalej, czegoś im brak i nie wiedzą czego, albo o tych, którzy bardzo wyraźnie i ciekawie rokują. Wśród uczestników są więc zarówno dorośli uczestniczący już mocno w życiu teatralnym autorzy, organizatorzy festiwali teatralnych, prowadzący własne grupy teatralne, autorka powieści, jak i ludzie nie posiadający jeszcze teatralnego ani pisarskiego doświadczenia, w tym bardzo zdolna licealistka. Część osób jest ze Śląska, ale spora część grupy dojeżdża z innych rejonów Polski, z Warszawy, Łodzi, Kielc, Białegostoku, Lublina. Jesteśmy na etapie rozmów, lektur, dyskusji o tych lekturach, ćwiczeń ogólnorozwojowych. Ten etap powoli się kończy i od nowego roku będziemy przechodzić do pisania własnych sztuk. Ci, którzy wytrwają i przetrwają, mają dokończyć swoje teksty przed końcem sezonu i mają to być pełnowymiarowe, ciekawe znakomite sztuki teatralne, inspiracjami, pomysłami, rozwiązaniami zakorzenione tu, w Teatrze Śląskim i w Szkole Pisania.

Hasłem tegorocznej edycji jest powrót wielkich opowieści.



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.10.21

ŚLĄSKOLUDKI

Chyba do tego się odniósł Szczepan Twardoch po premierze "Dracha", pisząc na swoim blogu o śląskich krasnoludkach.

Napisane to zostało podczas jednej z prób "Dracha" w sali 109f.

- - - -

Gdzieś daleko świat, a oni sobie swoim językiem, którego nikt poza dolinką nie jarzy. I te klimaty swoje mają, w których się tak czują. Że kompot, jak zawsze był kompot, tak jest ten kompot, czy co tam, inne krupnioki czy rolady. To takie śliczne, takie urocze, takie ciepłe. Tak z góry wiadomo, że rodzinka, że domek, ciepełko rodzinne, święta, stół nakryty jak zawsze w dolince, że świat tam gdzieś się przewala, przewala, a u nas zawsze ciepło, zawsze kompot, kompocik. I tak wytrwamy, tak przetrwamy, tak żeśmy, na tym kompocie, na tych kluskach śląskich przetrwali stulecia, taki z nas ludek krasny. Krasnoludki. Powinni wszyscy być w takich czapeczkach z pióropuszami, jak indianie, z pomponami, wystrojeni, czyści, bo o te stroje, stroiki trzeba dbać, wiadomo. I wszystko, co najważniejsze to że się rodzi ktoś, umiera, komuś się coś przytrafiło, a innemu się nie przytrafiło, o jezu, o jezu, kompot, kompot, kompocik. A najważniejsze, że ciepło. I zawsze do ciepełka wróć. Siedzą krasnoludki i se fajki palą. Taki świat w dolince, światek, światczek, światuńcio. Z tym nieuchronnym, krasnoludkowym poczuciem wyższości, że szalony świat gdzieś tam, a u nas wiadomo, u nas wszystko wiadomo. I że te olbrzymy co się tu panoszą to głupie, proste, wieśniackie i popierdolone, my ich tu w naszej dolince nie rozumiemy, my ich tolerujemy. Każdy człowiek chyba marzy sobie czasami o takiej dolince.

Kocham tę dolinkę. Kocham się im przyglądać, jak tak sobie żyją, jak przeżywają, że im się do tej dolinki świat wdziera i wdziera, jak się trzymają tych jamek i tego kompotu. To takie śliczne i takie urocze. Tak chciałbym czasem stać się jednym z nich, takim krasnoludkiem w czapce z pióropiuszem, mieć te swoje sprawy, że ten z tej chatki, z tej jamki, tamten z tamtej. I słuchać jak papa krasnoludek prawi o dawnych krasnalach i że przetrwaliśmy bośmy nigdy nikomu nie byli zawadą, pracowity ludek, hej ho, hej ho, idą z kilofami z wesołą piosenką na ustach. Wracają, a tam ja leżę, królewna. Oj, a kto to w naszym łóżeczku, a kto z kubeczka. I tak dalej. A opowiedzcie mi, proszę, jak wy tu sobie żyjecie krasnoludki, jak wy tu w tej dolince tak przetrwaliście. I siedzą, zapalają fajki i prawią, prawią, prawią. I nie ma drugiej takiej dolinki na całym, całym świecie – prawią krasnoludki. Bo u nas się kochają, i rodzą, i umierają, i mają różne losy takie jak my, krasnoludki, które piją kompot, czy tam inne kluski jedzą. I nigdzie, w żadnej innej dolince na świecie się takie nie rodzą, tylko tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu tutututu tu tu. Tu. To miejsce, ta dolinka nazywa się Tu, i to ją czyni absolutnie wyjątkową, niecodzienną, niezwykłą, wspaniałą, cudowną, ciepłą naszą dolinką, Tu, w naszym ciepełku, które niestety czasem zakłócają nam inne klimaty, wiatry, huragany nawet, deszcze, burze, susze i powodzie, inne pory roku. Wszystko przez olbrzymy. Głupie, proste, niezdarne, brutalne olbrzymy.

Kocham was, krasnoludki śląskie, śląskoludki! Bo czy rozmar coś mówi? Bo co mówi rozmiar? Wszak małe jest piękne. Piękne są dolinki. Spacer po dolince dostarczy ci niezapomnianych wrażeń. Dowiesz się, jak jest. Dowiesz się o świecie, jak jest zbudowany i co jest z czego i czemu. Dowiesz się, jak żyć. Dowiesz się wszystkiego, co wiesz, że się dowiesz. I to jest dobre. To piękne. Dowiesz się, jak przetrwać, gdy dookoła życie i historia, jakieś straszne sprawy, mętlik, galimatias. W dolince dowiesz się, co to jest porządek pomimo wszystko, poza wszystkim, wewnątrz, w środku wszystkiego. Bo ta dolinka, jak każda dolinka jest w samym środku świata, ale ta jest bliska. Tę, mimo jej poczucia różności, wyjątkowości, jesteś w stanie pojąć, doświadczyć, odczuć, przeżyć, zanurzyć się w niej, jak w kompocie. Plum!

Machają krasnoludki latarenkami wesoło i ostalgicznie zarazem z całą gorzką wiedzą o tym ciężkim kawałku chleba, o tej ciężkiej, wyjątkowej, jak wszystko w dolince, pracy pod tą naszą dolinkową ziemią. I w machaniu latarenek, w migającym świetle widać ich dobre i poczciwe twarze. Machają, popijają piwo z kufli i jedzą swoje krasnoludkowe przysmaki: gąsienica w cieście, faszerowany chrząszczyk, zupka z koniczynki, kluseczki z błota, krew muchy z ukiszonym mchem, ślina żuczka gnojarza, grudki ziemi z wodą z kałuży, paproszek przyrządzony jak przyrządzały paproszki śląskoludowe prababcie w swoich upranych (to bardzo ważne, że upranych) fartuszkach. Uwielbiam paproszki.

To się nazywa pogodny fatalizm. Wszystko, co się dzieje, się dzieje i już, trudno, nie ma rady. Paproszek nie ma wpływu przecież na bieg wody. Wszystko jest ze wszystkiego, wszystko jest wszystkim – powiedzieć tak, to nie powiedzieć nic. Dolinkowe słowa, które są mądrością o tym, że nic się nie da zrobić. Jest jak jest i już. Po prostu przyjmij swój los z pogodą ducha, a przynajmniej z godnością. Godność to strasznie ważna sprawa dla kogoś małego. Krasnoludka poznasz po jego godności. Nosi ją jak czapeczkę swoją z pióropuszem. Więc przyjmij swój los w tej czapeczce, a jeśli ci ją strącą to cóż, to też los, to trudno. Przyjdzie czas, to podniesiesz. Pozwolą, podniesiesz. Pogodny fatalizm. To największa mądrość – mówią krasnoludki. - Po prostu przyjmij swój los, pracuj i zachowuj czystość. Skup się na rodzinie, na dolinkowych sprawach. Kto się komu podoba, kto z kim, kto się puszcza, kto za kogo wyjdzie, kto umarł, kto się rodzi. Wszystko ze wszystkiego i wszystkim wszystko. Tak już jest. Tak już TU jest. Kocham wasze TU. Uwielbiam TU przyjeżdżać. Wasz język jest egzotyczny i swojski zarazem. Jest jak w zamorskiej kolonii, wśród TUbylców, którzy przejęli nasz język, ale nadają mu wciąż swoisty koloryt, nadając swoje pochylenia, swoje dawne akcenty, dolinkowe słowa, których nikt nigdzie nie rozumie poza tą dolinką.

Oczywiście nikogo nie obchodzą te wasze sprawy, spraweczki, kto komu ukradł cukier, kto się wyrodził z rodziny, a kto przeciwnie, dobrze żyje z krasnoludkową familią. To jest tak, jakby się ciągle oglądało w kółko ten sam film, ten sam ciepły serial o dolince, ten sam jeden odcinek, jakby się zacięło i żeby to ukryć się podkłada różną muzykę, różne dekoracje, różne krasnoludki wypowiadają wciąż te same kwestie. Ten film leci tutaj od nikt już nie pamięta kiedy. I jest jak dom. Jak taki dobry, ciepły dom z serialu, w którym czasem się ktoś zbiesi, bywa ciężko, ale i tak wiadomo, i tak wszystko wiadomo. Że wszystko jest wszystkim. Więc to, że to nikogo nie obchodzi, w ogóle nie przeszkadza. Bo się to ogląda jak coś, co wiadomo. I nie trzeba myśleć. Myślenie wyrywa z tego, co wiadomo. Dolinka jest szczęśliwa, dopóki nie myśli. Nie myślcie, krasno-, śląskoludki. Nie idźcie na lep! Nie dajcie się! Trwajcie! Wszystko jest wszystkim. I już.