Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2020.04.03

ATAK PANIKI

Kiedy przychodzi atak paniki, muszę go rozchodzić. Wsiadam do auta, jadę na jakąś ulicę w mieście, która jest pusta, ewentualnie nieliczni ludzie z psami, którzy idą drugą stroną ulicy. Chodzę pomiędzy pozamykanymi sklepami, fryzjerami, salonami tatuażu, barami, domami, które zamieniły się w mini-więzienia, w których ludzie coraz bardziej desperacko robią, co mogą, żeby nie wchodzić sobie w drogę, żeby się nie pozagryzać, w których świecą ekrany telewizorów, póki jeszcze wszyscy mają z czego zapłacić za prąd. Przez okna na ulicę pada światło wszystkich tych dziwnych wiadomości pełnych liczb i zamaskowanych twarzy. Tylko tam, tylko na tych świecących ekranach widać wroga, który nas atakuje, i widać ofiary. Ulice są puste i spokojne. Żadnych stosów ciał. Żadnego śladu wroga. Możnaby pomyśleć, że to wielki atak hakerski. Sfabrykowane wiadomości, sceny nakręcone w studiach telewizyjnych, w jakichś hangarach, internet pełen fake newsów. A żeby je uwiarygodnić, niektórym, bardzo nielicznym spośród nas, wmawiają, że właśnie na to zachorowali, że to jest ten wróg. W całym naszym sparaliżowanym mieście, które liczy 190 tysięcy mieszkańców, wybrali kilka takich osób. Możnaby tak pomyśleć, kiedy się spaceruje nielegalnie po tych spokojnych i cichych uliczkach.

Przed czynnym sklepem spożywczym spotkałem człowieka, który poprosił mnie, żebym mu kupił paczkę kawy i kilogram cukru. Pomyślałem, że to jeszcze jest tradycyjny biedny, ze starych czasów. Tak właśnie pomyślałem: ze starych czasów. Bo za chwilę przed tym sklepem będą stali nowi, z obecnych czasów, a kto wie, może i ja z nimi, bo sytuacja rozwija się skokowo, nagłymi, gwałtownymi przeskokami. To jest pierwsza nauka, jaką nam dał niewidzialny wróg: gwałtowność zmiany. W ciągu paru dni ludzie przyzwyczajają się do rzeczy, których sobie nie wyobrażali. W przetrwaniu pomaga słowo: „tymczasowo”. Trzeba tymczasowo wytrzymać. Za jakiś czas wszystko wróci do normy. Podczas każdej wojny, każdego wielkiego kryzysu, każdego kataklizmu to pomaga przetrwać. Za tydzień wojna się skończy, najdalej za miesiąc – myśleli zawsze i wszędzie. - Trzeba jakoś tymczasowo przetrwać. Gdyby wiedzieli, że tamto nigdy nie wróci, że nagle i bezpowrotnie zniknęło, statystyki przetrwania byłyby zapewne znacznie mniej korzystne.

Mam atak paniki. Myślę o dzieciach. Strasznie mi żal mojego siedmiolatka, że nie może spotkać się z kolegami. Dławi mnie myśl, że mogę nie mieć za co kupić mu czegoś do picia i do jedzenia. Mam atak paniki. Myślę o tym, że pojawią się ludzie biedni i zdesperowani i że mam duże szyby w oknach, które łatwo rozbić. W bezpiecznych czasach zapanowała moda na bardzo duże okna i jasne, rozświetlone mieszkania.

W marcu jeszcze wszyscy mieli pensje, teraz już nie wszyscy. Ci, co już nie mają pensji, ale mają jeszcze jakieś zapasy, i mają co sprzedawać, za miesiąc będą głodni. Dojdą do nich ci, którzy utracą pensję za miesiąc. Wszyscy liczą na to, że to tymczasowo. Że jesienią... Mam atak paniki. Wiem, że nie powinienem. Że trzeba być pogodnym, uśmiechać się, robić dobrą minę. Muszę go rozchodzić.

Ci, którzy mają oszczędności, którzy mają długą perspektywę bezpieczeństwa, mówią, że to jest czas zadumy, refleksji nad sobą i nad światem, że trzeba go należycie wykorzystać na czytanie, rozwijanie się, pracę nad swoim ja. Ci, którzy poczuli dławiący uścisk na gardle, chodzą z kąta w kąt, nie mogąc się skoncentrować, nie umieją sklecić poprawnie i spokojnie jednego zdania, nie są w stanie niczego przeczytać, ani niczego oglądać. Patrzą w świecący ekran i nic nie rozumieją. Jeśłi mają dzieci, starają się trzymać w dzień, grać z nimi w gry, bawić się, żartować. Wkładają w to tyle wysiłku, że nocami są zbyt zmęczeni, żeby spać. Jedyną ucieczkę przynosi im rozpamiętywanie dawnego świata. Bo to wszystko działo się strasznie dawno temu: te spotkania, te wycieczki, podróże, spektakle. Otwierają się szufladki w głowie. Nie mieli pojęcia, że to wszystko tam jest. Można to teraz wyjąć, oglądać, cieszyć się, że się to ma, jak bezcenne okazy owadów zastygłych w żywicy gęstniejącej w bursztyn.

 

 



Artur Pałyga, data publikacji: 2020.03.31

GLONOJAD

Zamknięty sklep zoologiczny w hipermarkecie. Chomiki, świnki morskie, myszki, białe szczurki, myszoskoczki, króliczki w akwariach. Spokój. Nikt nie puka co chwilę w szybkę, nie piszczy z zachwytem. Patrzę, czy mają, co jeść i pić. Mają. Ktoś przychodzi i uzupełnia miseczki.

W hipermarkecie przyciemnione światło. Czynne są tylko stoiska spożywcze. Garstka ludzi kręci się między długimi półkami pełnymi kiełbas, serów, deserów, kefirków, jogurcików, śmietanek do kawy, składników do pieczenia ciast, mięsa w każdej postaci, martwych ryb i ich martwej ikry, stu rodzajów mąki, miliona cukierków, batoników i ciasteczek, świeżych owoców, suszonych owoców, mrożonych owoców ze wszystkich kontynentów. Wielki, zawsze nakryty stół pełen pyszności z całego świata, czeka. Tylko gości mało.

Zamknięty sklep zoologiczny znajduje się naprzeciwko zamkniętego biura podróży. W oknie wystawowym biura podróży pełnym zaproszeń do wspaniałych przygód i niezapomnianych podróży do najodleglejszych zakątków globu odbijają się chomiki, świnki morskie, myszki, białe szczurki, myszoskoczki, króliczki w akwariach, a także ptaki w klatkach i rybki. Jeden chomik skacze uporczywie na dwóch łapkach, oparty całym ciałem o szybę, wpatrzony w górę. Przednie łapy próbuje wyciągnąć jak najwyżej, rozciąga ciało, pręży je, odbija się raz na dwóch tylnych łapach, raz tylko na jednej. Tyle pokoleń w niewoli, a jednak wciąż wierzy, że szyba w końcu ustąpi i mury runą.

Są akwaria samotnicze, z jednym osobnikiem, są i przepełnione, pełne dzieci małych i trochę większych, które urodziły się tu i innego świata nie znają. Mała mysz biega przy krawędzi akwarium tam i z powrotem, tam i z powrotem, w równym tempie. Jej współlokatorki starają się nie reagować.

Zna się każdy milimetr swojej przestrzeni, od ściany do ściany. Widzi się każdą, najdrobniejszą zmianę. Wszystkie krajobrazy świata, wszystkie zmiany pór roku, wiatru i pogody muszą zmieścić się w tej ciasnej przestrzeni.

Wpatruję się w małe akwarium z rybami. Co one robią? Jak spędzają swoje życie ozdobne ryby akwariowe w wielkim hipermarkecie, kiedy im nikt nie przeszkadza, nikt ich nie wyławia, nie wodzi palcem, nie czuć drgań od ludzkich kroków. Jest duża welonka z gigantycznym, jak na jej rozmiary ogonem, mniejsza od niej srebrna, lśniąca rybka i glonojad. Wszystkie relacje międzyosobnicze, wszystkie emocje oceanu muszą się zmieścić w maleńkim akwarium. Welonka, która początkowo wydaje się pewna swojego miejsca, stateczna i silna, zajmuje lewą, dolną ćwierć akwarium i prawie się z niej nie rusza. Wisi w wodzie, jakby pogrążona w letargu, jakby prowadziła intensywne i absorbujące życie wewnętrzne. Mały glonojad przycupnął z drugiej strony, przyssany do prawej szyby, ukryty za liściem podwodnej roślinki, niedaleko brzęczka, który cały czas jednostajnie pracuje i robi im harmonię sfer. Ale karty w tej izolacji rozdaje mała, srebrna. Jest szybka i roznosi ją energia. Musi coś robić. Nieustannie opływa trzy czwarte przestrzeni akwarium, tam i z powrotem, w nieregularnym tempie, robiąc nagłe zwroty. Niby starannie omija część zajętą przez welonkę, ale wyraźnie co jakiś czas specjalnie ją narusza. Welonka traci wtedy swój pozorny spokój i odwraca się, ale małej srebrnej już tam nie ma. Welonka przepływa majestatycznie przez całe akwarium, od ściany do ściany. Przepływa tak trzykrotnie i wraca na swoje miejsce. Dokładnie na to samo miejsce, jakby miała tam jakiś niewidzialny, wyleżany fotel, w którym czas wyżłobił dokładnie formę welonki w skali od jeden do jeden. Po tym pokazie siły mała srebrna wycofuje się i pływa tylko po prawej, całą lewą część akwarium zostawiając welonce. Wyżywa się na glonojadzie. Nienawidzi go. Z impetem roznosi jego kryjówkę pod liściem i uderza go w kark. W coś w rodzaju karku. W coś, co glonojady mają w miejscu karku. Odpływa do niewidzialnej granicy w połowie akwarium i wraca podwójnie agresywna, użreć najmniejszego. Glonojad odsuwa się w najdalszy kąt. W dolny kant akwarium, jakby próbował wydrążyć tunel. Ale stąd nie ma ucieczki. Rozdrażniona, mała srebrna, wygląda jakby go chciała zabić i roznieść szczątki po całej swojej połowie, ale nie robi tego, bo dzięki temu starczy jej na dłużej. Najprawdopodobniej przez długi czas nic się w tym układzie nie zmieni na lepsze.



Artur Pałyga, data publikacji: 2020.03.27

NAJKRÓTSZE ORĘDZIE NA DZIEŃ TEATRU

Napijmy się!

 



Artur Pałyga, data publikacji: 2020.03.21

ZARAZA-KABARET. SCENKA KOMICZNA

Występują

ELŻBIETA – matka, żona i kochanka

SZYMON – mąż

PAULINA – córka duża

MICHAŁEK – synek mały

 

ELŻBIETA

Ale naprawdę nie możemy na Malediwy?

 

SZYMON

Nie.

 

ELŻBIETA

Ale serio, serio, serio???

 

SZYMON

Serio nie, i nie, i nie.

 

ELŻBIETA

Czy ktoś może mi to racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego Malediwy nie?

 

SZYMON

Widziałaś, ile tam jest miejsca na takiej wyspie? Zesramy się z nudów.

 

ELŻBIETA

Bo tobie jest obca rozrywka pod tytułem: leżenie na plaży i czytanie książek.

 

SZYMON

Poleżeć i poczytać możemy sobie w domu.

 

ELŻBIETA

A plaża?

 

SZYMON

Chcesz, to ci zrobię plażę w łazience, chcesz?

 

PAULINA

Dwa tygodnie leżeć i czytać?! Masakra!

 

ELŻBIETA

No to gdzie? Tylko nie mów, że znowu Egipt! Mam dosyć tego smrodu wielbłądów!

 

PAULINA

I nie znowu Turcja, błagam! Już rzygam Turcją!

 

MICHAŁEK

Ja chcę do Danii!

 

ELŻBIETA

Tam jest za zimno.

 

PAULINA

Ty nie chcesz do Danii, tylko do Legolandu.

 

MICHAŁEK

Chcę do całej Danii!!!

 

ELŻBIETA

Ale jak ja gdzieś jadę i płacę, to chcę, żeby było ciepło i nie padało! I żeby poleżeć i poczytać.

 

PAULINA

Zanzibar. Podobno jest cudowny. Nikola była.

 

SZYMON

Co z tego, że Nikola była? Mam jechać tam, gdzie Nikola była. Odwaliło ci?

 

ELŻBIETA

Tam są robaki. Pełzające, latające. Włażą ci wszędzie.

 

PAULINA

Są moskitiery.

 

ELŻBIETA

I mam chodzić w moskitierze po plaży?

Zresztą jak dla mnie, to za gorąco. Jak gdzieś jadę i płacę, to nie żeby się męczyć.

 

MICHAŁEK

No to do Laponii.

 

PAULINA

Chyba cię pogięło. Tam nie ma co robić! Jakiś byle jaki las i długo nic.

 

ELŻBIETA

Jak dla mnie za zimno. Jak gdzieś jadę i płacę, to nie żeby marznąć.

 

SZYMON

Mam dla was coś ekstra, co wszystkich pogodzi.

 

ELŻBIETA

Dlatego zdyskwalifikowałeś moje Malediwy!

 

MICHAŁEK

Ja nie chcę na Malediwy!!!

 

PAULINA

Nie bój się! Tata ma coś gorszego.

 

SZYMON

Ta daam! Chiny! Wycieczka objazdowa! Zamurowało? Tam jeszcze nas nie było. Zakazany pałąc, mur, chińskie targowiska, żółte rzeki, ryżowe bezdroża...

 

ELŻBIETA

Strasznie się umordujemy.

 

PAULINA

Dwadzieścia godzin samolotem. A potem jeżdżenie i jeżdżenie. I tłumy ludzi.

 

MICHAŁEK

Nieeee!!!

 

ELŻBIETA

Szczerze? To ja już wolę siedzieć w domu. Poleżę sobie, poczytam, filmy pooglądam. W samotności i na luzie.

 

PAULINA

Marzę o tym, żeby nigdzie się z wami nie tłuc, nie łazić, nie jeździć, nie latać, nigdzie nie wychodzić, tylko się zamknąć w pokoju i sobie spędzać dnie i noce na kompie, i na smartfonie. Serio.

 

MICHAŁEK

Tylko grać i oglądać bajki? I nie chodzić do szkoły już nigdy?

 

PAULINA

Nigdy.

 

MICHAŁEK

Hurrra!!!!

 

SZYMON

A wy myślicie, że to jest dla mnie przyjemność? To ciągłe użeranie się z wami na tych wyjazdach? Że ja marzę o podróżowaniu z wami przez Chiny, czy o łażeniu na malediwską plażę? Nie. Gdyby mnie zwolniono z obowiązku podtrzymywania rodzinnych więzi oraz edukowania was światem, to bym się najchętniej położył na łóżku i przespał cały wolny czas, ile tylko się da. I budziłbym się tylko jeść, pić i do toalety. O tak! O tak! Niech się tak stanie, błagam!

 

MICHAŁEK

Błagam!

 

PAULINA

Ja też błagam!

 

PAULINA

Nigdzie nie? Jak tak nigdzie nie? Wszyscy tak, a my nie? Jak tak? No nie, no nie. Ale chciałabym.

Chciałabym. Tak. Ale niech inni też nie. Niech sobie nie myślą, że coś tam. Jakby się stało coś takiego, że nikt nigdzie nie, i że nie trzeba, naprawdę nie trzeba, to ja byłabym potwornie szczęśliwa.

Ewentualnie Wenecja.

 

SZYMON

To co? Wenecja czy Chiny?