Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2018.03.06

HIMALAYANA

WANDA

Wracam po Basię, żeby ją pogrzebać.

Wracam po Basię, żeby ją pogrzebać,

bo została tam. Bo nie dałam rady wtedy.

Bo ją przykryłyśmy kamieniami i śniegiem i czekała.

Wracam po Basię, żeby ją pogrzebać.

Bo nie chcę, żeby straszyła, jak te wszystkie himalajskie trupy.

Żeby jak Hannelore, zmieniła się w zombie.

I żeby patrzyli na nią, komentując, że ubranie kupiła sobie trwalsze niż jej ciało.

Wracam po Basię, żeby ją pogrzebać.

Muszę ją wyjąć spod kamieni, spod śniegu.

Muszę ją otrzepać.

Muszę się przekonać naocznie oraz namacalnie, że nasze ciała nie są tak trwałe jak nasze ubrania.

Muszę się oswoić, że się w Basi zalęgło nowe, inne życie i taką pełną jedzących ją stworzeń, robaków i larw, które się wylęgły, muszę Basię włożyć do plecaka.

Muszę ją nieść. Muszę nią oddychać. Bo pełno jej w powietrzu dookoła mnie.

Muszę wytrzymać ten zapach.

Oczywiście, kiedy się zastanowię nad sensem znoszenia Basi w dół, na cmentarzyk, to on się rozmywa, ten sens, ulatnia się, gnije jak ciało.

Więc się nie zastanawiam. Więc idę. Więc po prostu idziemy razem, ja i Basia.

Słyszy mnie ktoś?

 

-----

Zaczęliśmy próby do "Himalajów".



Artur Pałyga, data publikacji: 2018.01.15

W ŚRODKU POCZĄTEK

To jest zawsze dziwne w teatrze. Trochę jak w szkole, ale inaczej. Że początek jest w środku. Stary rok się kończy i nowy zaczyna, a tu sezon w pełni. Nie że jakiś koniec semestru, czy długie ferie. Wszystko hula rozhulane! Tu nie milkną jeszcze odgłosy i opinie po świetnym, znakomicie zmontowanym "Wujku'81" w Telewizji Polskiej (wciąż do obejrzenia w internecie na stronach TVP: https://vod.tvp.pl/website/wujek-81-czarna-ballada,35198573#), tam pierwsze recenzje po "Dwunastu krzesłach" i dyskusje widzów. W pełnym rozkręceniu są próby do spektaklu Adama Ziajskiego z niewidzącymi. Za chwilę wejdzie do teatru Maja Kleczewska. Pełny rozpęd! Czas starorocznych podsumowań i noworocznych życzeń niby nas dotyczy, ale i nie dotyczy, bo ten właściwy jest na koniec sezonu, który przypada, jak wiadomo w środku roku, kiedy przyroda jest w pełnym biegu, na pełnej petardzie. W tym krzyżowaniu się porządku natury i porządku kultury jest coś intrygującego. I pewnie jakaś głębsza prawda. I niech tak będzie! Intrygujących i głębszych życzę Państwu na pełnej petardzie, w środku, na początku, zawsze!



Artur Pałyga, data publikacji: 2017.12.22

NADCHODZĄ KRZESŁA!

Teatr Nikołaja Kolady znajduje się w centrum Jekaterynburga. Zaraz za górami Ural. Przed laty, kiedy odkryłem z zachwytem Koladę, jako dramatopisarza, przeczytałem w wywiadzie z nim, że jekaterynburżanie rozpoznają go na ulicy i pytają o zdrowie. Wyobrażałem sobie więc Jekaterynburg jak pełną przeciągłej Czechowowską prowincję. Okazało się, że to trzecia największa i najludniejsza metropolia w Rosji z wieżowcami, klubami, kawiarniami, teatrami i szerokimi ulicami. No ale Koladę mogą rozpoznawać, bo nosi charakterystyczną czapkę.

Jego teatr jest miejscem niezwykłym. Ma swoją wierną publiczność, bardzodużą zresztą, i swoich aktorów, takich, którzy przenoszą się za nim z miejsca na miejsce od lat, i nowych, wciąż nowych, młodych zafascynowanych nim. W swoim teatrze Kolada sam pisze, sam reżyseruje i sam zarządza. No nie tylko on sam, ale dużo go. I niełatwo jest z nim porozmawiać, ponieważ pełnienie tylu ról jednocześnie w miejscu, które stało się legendarne już nie tylko w skali Rosji, ale w skali całego teatralnego świata, wymaga mnóstwa czasu.

- Jak ktoś chce z nim pogadać, to niech jedzie do Katowic, do Śląskiego – powiedzieli mi w Jekaterynburgu.

W Katowicach nie zarządza. Nie ma aż tylu różnorodnych obowiązków. Nie jeździ z teatrem na Syberię i z powrotem. A w Jekaterynburgu jeździ. 

W Katowicach, w Teatrze Śląskim po prostu reżyseruje, choć, wiadomo, już jest nerwowo, bo już końcówka, ostatnie próby. Przygotowuje premierę na Sylwestra. W swojej adaptacji „Dwanaście krzeseł”. Pamiętacie Państwo „Dwanaście krzeseł”? Najpierw obejrzałem film. W dzieciństwie jeszcze. Był strasznie zabawny. Tak zabawny, że potem, w młodości chętnie sięgnąłem po książkę.

Po bezsprzecznym sukcesie „Ożenku”, który Kolada zrobił u nas wcześniej, apetyty są duże. Tymczasem wypatrujcie Państwo na ulicach Katowic wysokiego, nieogolonego faceta w dziwnej czapeczce. A jak go spotkacie, spytajcie o zdrowie!



Artur Pałyga, data publikacji: 2017.11.14

KOLADA ZACZĄŁ

Są reżyserzy, z którymi wszyscy chcą pracować. Bo po prostu tacy są, że się z nimi chce być na próbach i płynąć w ten zawsze niepewny rejs do premiery. Co będzie, to będzie, ale że z nim, z nią warto próbować.

I takim reżyserem na pewno jest Nikołaj Kolada, który właśnie przyjechał do naszego teatru, aby rozpocząć próby do „Dwunastu krzeseł”.

Leciał do nas z Jekaterynburga. Leciał nad granicą pomiędzy Europą i Azją. Leciał nad Uralem. Leciał nad Moskwą i zleciał do Katowic. I czapka mu nie spadła.

Widziałem Izbuszkę – pierwszy teatr Kolady w Jekaterynburgu. To pięknie zdobiony, w starym jekaterynburskim stylu, domek. Naprawdę śliczne, misterne te rzeźbienia w drewnie. Wygląda jak z bajki. Z rosyjskiej bajki. Przed Izbuszką została jeszcze tablica, na której widniał repertuar. Tu zaczynali z nim ci pierwsi. Działo się tu! Na drzwiach gabinetu Kolada przywiesił sobie tabliczkę: dyrektor kołchozu.

Do dzisiaj teatr Kolady, choć w znacznie większym, przestronniejszym, solidniejszym budynku, ma trochę atmosferę skłotu. To dość dziwne połączenie skłotu z oficjalnym teatrem repertuarowym. Są kasy, kasjerki, eleganckie foyer, bufet. A jednocześnie próby o północy i porozkładane wszędzie karimaty i śpiwory, bo po próbie zostali na noc.

Niewiarygodna liczba spektakli na afiszu. Grają po kilka razy dziennie. W niedzielę grali spektakl co dwie godziny. A publiczności nie brakuje. Nawet na czytaniach współczesnej polskiej dramaturgii w środku dnia widownia była pełna.

– Jak to możliwe? – pytam – Przecież nie jesteście jedynym w Jekaterynburgu teatrem.

–Bo u nas jest zwyczaj, że ludzie po pracy chodzą do teatru – mówią.

Nie wiem, czy to prawda, ale robi wrażenie.

Teatr Śląski jest już w Jekaterynburgu znany. Tak, tak, to jeden z teatrów, w których Kolada robi swoje Koladowe spektakle i przywozi je potem pokazać jekaterynburżanom. Dzięki temu znają nazwę „Katowice” i co dociekliwsi wiedzą co nieco.

– Może w Katowicach da się z nim pogadać. Bo u nas ma nieustannie masę spraw i porozmawiać z nim graniczy z cudem – mówią – A tam, poza swoim teatrem, może się wyciszy – mówią.

 

Zobaczymy!