Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Artur Pałyga, data publikacji: 2018.01.15

W ŚRODKU POCZĄTEK

To jest zawsze dziwne w teatrze. Trochę jak w szkole, ale inaczej. Że początek jest w środku. Stary rok się kończy i nowy zaczyna, a tu sezon w pełni. Nie że jakiś koniec semestru, czy długie ferie. Wszystko hula rozhulane! Tu nie milkną jeszcze odgłosy i opinie po świetnym, znakomicie zmontowanym "Wujku'81" w Telewizji Polskiej (wciąż do obejrzenia w internecie na stronach TVP: https://vod.tvp.pl/website/wujek-81-czarna-ballada,35198573#), tam pierwsze recenzje po "Dwunastu krzesłach" i dyskusje widzów. W pełnym rozkręceniu są próby do spektaklu Adama Ziajskiego z niewidzącymi. Za chwilę wejdzie do teatru Maja Kleczewska. Pełny rozpęd! Czas starorocznych podsumowań i noworocznych życzeń niby nas dotyczy, ale i nie dotyczy, bo ten właściwy jest na koniec sezonu, który przypada, jak wiadomo w środku roku, kiedy przyroda jest w pełnym biegu, na pełnej petardzie. W tym krzyżowaniu się porządku natury i porządku kultury jest coś intrygującego. I pewnie jakaś głębsza prawda. I niech tak będzie! Intrygujących i głębszych życzę Państwu na pełnej petardzie, w środku, na początku, zawsze!



Artur Pałyga, data publikacji: 2017.12.22

NADCHODZĄ KRZESŁA!

Teatr Nikołaja Kolady znajduje się w centrum Jekaterynburga. Zaraz za górami Ural. Przed laty, kiedy odkryłem z zachwytem Koladę, jako dramatopisarza, przeczytałem w wywiadzie z nim, że jekaterynburżanie rozpoznają go na ulicy i pytają o zdrowie. Wyobrażałem sobie więc Jekaterynburg jak pełną przeciągłej Czechowowską prowincję. Okazało się, że to trzecia największa i najludniejsza metropolia w Rosji z wieżowcami, klubami, kawiarniami, teatrami i szerokimi ulicami. No ale Koladę mogą rozpoznawać, bo nosi charakterystyczną czapkę.

Jego teatr jest miejscem niezwykłym. Ma swoją wierną publiczność, bardzodużą zresztą, i swoich aktorów, takich, którzy przenoszą się za nim z miejsca na miejsce od lat, i nowych, wciąż nowych, młodych zafascynowanych nim. W swoim teatrze Kolada sam pisze, sam reżyseruje i sam zarządza. No nie tylko on sam, ale dużo go. I niełatwo jest z nim porozmawiać, ponieważ pełnienie tylu ról jednocześnie w miejscu, które stało się legendarne już nie tylko w skali Rosji, ale w skali całego teatralnego świata, wymaga mnóstwa czasu.

- Jak ktoś chce z nim pogadać, to niech jedzie do Katowic, do Śląskiego – powiedzieli mi w Jekaterynburgu.

W Katowicach nie zarządza. Nie ma aż tylu różnorodnych obowiązków. Nie jeździ z teatrem na Syberię i z powrotem. A w Jekaterynburgu jeździ. 

W Katowicach, w Teatrze Śląskim po prostu reżyseruje, choć, wiadomo, już jest nerwowo, bo już końcówka, ostatnie próby. Przygotowuje premierę na Sylwestra. W swojej adaptacji „Dwanaście krzeseł”. Pamiętacie Państwo „Dwanaście krzeseł”? Najpierw obejrzałem film. W dzieciństwie jeszcze. Był strasznie zabawny. Tak zabawny, że potem, w młodości chętnie sięgnąłem po książkę.

Po bezsprzecznym sukcesie „Ożenku”, który Kolada zrobił u nas wcześniej, apetyty są duże. Tymczasem wypatrujcie Państwo na ulicach Katowic wysokiego, nieogolonego faceta w dziwnej czapeczce. A jak go spotkacie, spytajcie o zdrowie!



Artur Pałyga, data publikacji: 2017.11.14

KOLADA ZACZĄŁ

Są reżyserzy, z którymi wszyscy chcą pracować. Bo po prostu tacy są, że się z nimi chce być na próbach i płynąć w ten zawsze niepewny rejs do premiery. Co będzie, to będzie, ale że z nim, z nią warto próbować.

I takim reżyserem na pewno jest Nikołaj Kolada, który właśnie przyjechał do naszego teatru, aby rozpocząć próby do „Dwunastu krzeseł”.

Leciał do nas z Jekaterynburga. Leciał nad granicą pomiędzy Europą i Azją. Leciał nad Uralem. Leciał nad Moskwą i zleciał do Katowic. I czapka mu nie spadła.

Widziałem Izbuszkę – pierwszy teatr Kolady w Jekaterynburgu. To pięknie zdobiony, w starym jekaterynburskim stylu, domek. Naprawdę śliczne, misterne te rzeźbienia w drewnie. Wygląda jak z bajki. Z rosyjskiej bajki. Przed Izbuszką została jeszcze tablica, na której widniał repertuar. Tu zaczynali z nim ci pierwsi. Działo się tu! Na drzwiach gabinetu Kolada przywiesił sobie tabliczkę: dyrektor kołchozu.

Do dzisiaj teatr Kolady, choć w znacznie większym, przestronniejszym, solidniejszym budynku, ma trochę atmosferę skłotu. To dość dziwne połączenie skłotu z oficjalnym teatrem repertuarowym. Są kasy, kasjerki, eleganckie foyer, bufet. A jednocześnie próby o północy i porozkładane wszędzie karimaty i śpiwory, bo po próbie zostali na noc.

Niewiarygodna liczba spektakli na afiszu. Grają po kilka razy dziennie. W niedzielę grali spektakl co dwie godziny. A publiczności nie brakuje. Nawet na czytaniach współczesnej polskiej dramaturgii w środku dnia widownia była pełna.

– Jak to możliwe? – pytam – Przecież nie jesteście jedynym w Jekaterynburgu teatrem.

–Bo u nas jest zwyczaj, że ludzie po pracy chodzą do teatru – mówią.

Nie wiem, czy to prawda, ale robi wrażenie.

Teatr Śląski jest już w Jekaterynburgu znany. Tak, tak, to jeden z teatrów, w których Kolada robi swoje Koladowe spektakle i przywozi je potem pokazać jekaterynburżanom. Dzięki temu znają nazwę „Katowice” i co dociekliwsi wiedzą co nieco.

– Może w Katowicach da się z nim pogadać. Bo u nas ma nieustannie masę spraw i porozmawiać z nim graniczy z cudem – mówią – A tam, poza swoim teatrem, może się wyciszy – mówią.

 

Zobaczymy!



Artur Pałyga, data publikacji: 2017.10.23

WPIS PRÓBNY

Najcudowniejszą i najstraszniejszą, najbardziej ekscytującą i najprzeraźliwiej nudną rzeczą w teatrze są próby. Hermetyczna to sprawa niczym obrzędy tajemne, dionizyjskie. Niechętnie i wyjątkowo wpuszcza się tu ludzi z zewnątrz. Próba to sprawa wewnętrzna. To rodzenie się, dojrzewanie tego płodu, który ma się narodzić jako samodzielny organizm – spektakl teatralny.

Na próbach dzieją się rzeczy straszne. Najpiękniejsze, nabardziej niezapomniane sceny teatralne widziałem na próbach. Mam je pod powiekami, mam je w uszach, mam je w głowie, mam je w ciele. Bo kiedy nagle z tej magmy, z tej drętwoty, z tej orki wyłoni się coś niezwykłego, dogłębnie prawdziwego, szarpiącego najsilniejsze struny w człowieku to jak ogniem wypala się w pamięci i głowy, i serca. W dodatku są to rzeczy nie do powtórzenia. W tej teatralnej maszynie, która cała polega na powtórzeniach, na zagraniu tego jeszcze raz, na powtórzeniu tego samego następnego wieczoru o 19.00, zaczyna się wszystko od niepowtarzalnego. Tak jak niepowtarzalne są każde narodziny. Ten błysk, ta siła, jaką ma scena, która właśnie w tej chwili, podczas próby, pierwszy raz zaistniała, jest nie do odtworzenia. I nigdy nie wiesz, kiedy. Czy na pierwszej próbie, czy na ostatniej, czy gdzieś w jakimś mało efektownym trakcie. I to jest największa nagroda, jaką dostajesz za to, że siedzisz w żmudnym i trudnym środku, to odkrycie, że ten największy, najprawdziwszy teatr zdarza się na próbach, a wszystko potem to próba jego odtworzenia.