Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Mariusz Partyka, data publikacji: 2015.04.13

ZWIASTUN "CZARNEGO OGRODU"

Dzisiaj w Teatrze Śląskim odbyła się konferencja prasowa przed premierą spektaklu „Czarny ogród” na motywach książki Małgorzaty Szejnert w reżyserii Jacka Głomba. Odegrano  również kilka wybranych scen z przedstawienia. Z tego co obejrzałem na scenie, oraz z wypowiedzi reżysera, wyłania się intrygujący obraz, którego dopełnienie nastąpi już w piątek. Oto krótka relacja fotograficzna z tego wydarzenia.

Katarzyna Gajowniczek, Beata Wójcicka, Katarzyna Błaszczyńska, Anna Wesołowska, Alina Chechelska, Wiesław Kupczak, Zuzanna Godlewska, Zuzanna Kiczka, Bartosz Huras, Miłosz Śmiałkowski

Andrzej Warcaba

Anna Kadulska, Dariusz Chojnacki

Anna Kadulska

Anna Kadulska, Dariusz Chojnacki

Krystyna Szaraniec, Małgorzata Bulanda, Jacek Głomb

Robert Talarczyk. W tle zapowiedź czerwcowej premiery, czyli Śląsk w Teksasie.

Artur Pałyga, dramaturg Teatru Śląskiego, opowiada o westernie, czyli sztuce o Ślązakach w Teksasie.

 



Mariusz Partyka, data publikacji: 2015.04.09

KOLOROWY OGRÓD

W przyszłym tygodniu a dokładnie w piątek odbędzie się w Teatrze Śląskim premiera spektaklu "Czarny ogród". Z tej okazji pojechaliśmy jakiś czas temu z Natalią i Sebastianem do Nikiszowca. Oto krótka relacja fotograficzna z tej podróży.



Sebastian Pypłacz, data publikacji: 2015.04.02

SKANSEN

W Katowicach istnieje takie miejsce, w którym pojawiają się autobusy z turystami z najróżniejszych krajów. Zatrzymują się tu w drodze do Oświęcimia. Wyskakują z aparatami, zwiedzają w kilka minut i jadą dalej. Chodzi oczywiście o Nikiszowiec, miejsce, z którego wielu ludzi najchętniej zrobiłoby skansen. Taki, w którym pokazywano by przyjezdnym i widzom przed telewizorami: "o, to jest Śląsk".

A wystarczy chwilę porozmawiać z jakimkolwiek mieszkańcem, by dowiedzieć się, że to osiedle z nietypową zabudową posiada problemy podobne do innych katowickich dzielnic, np. do Koszutki. 

Obie bowiem posiadają wysoką liczbę starszych mieszkańców. Często to oni są najaktywniejszymi osobami w danych dzielnicach, pracują na rzecz rozwiązywania lokalnych problemów i starają się dbać o swoje interesy. Nieważne czy to w urzędach, czy w firmach rozkopujących ulice przy okazji wymiany rur. 

Na obie dzielnice panuje moda, powstała z innych powodów, ale generująca podobne zainteresowania wśród pośredników nieruchomości. Nikisz kusi dziś nowocześnie wykończonymi mieszkaniami w tradycyjnych ceglanych budynkach, które ciągle nie doczekały się odpowiednich remontów.

Koszutka i Nikiszowiec czekają na rewitalizację z prawdziwego zdarzenia. Straszą zapuszczonymi ulicami i chodnikami, pomarańczowymi koszami na śmieci i zapuszczonymi trawnikami.

Taki jest dziś czarny ogród: wydeptany, okopcony i czekający na drugie życie, a nie na zamknięcie w urzędniczym skansenie.



Natalia Stryj, data publikacji: 2015.03.31

MASKI, SŁOWA I ŁZY

Ci wszyscy, którzy NIE poszli szukać autorytetów z dala od teatru do czego namawiał w tegorocznym orędziu Krzysztof Warlikowski mogli przyjść do Katowic na Galę Złotych Masek, która odbyła się 30 marca 2015 r. w Teatrze Śląskim. Teoretycznie data tutaj jest całkowicie nieważna, ale dla mnie jest ona godna zapamiętania.  Te nagrody przyznaje się już od 48 lat, ale ja po raz pierwszy miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Chce zwrócić uwagę na tytuł tego wpisu, bo ma sens (przynajmniej dla mnie). Po pierwsze ma on trzy słowa, a Teatr Śląski otrzymał 3 Złote Maski.  Po drugie każde słowo ma osobne i ważne znaczenie, ale o tym za moment.


To już chyba jakaś nowa tradycja, że tak jak w zeszłym roku, nasz Teatr otrzymał 3 Złote Maski i jak twierdzą niektórzy, w najważniejszych kategoriach. To, że wszystkie zgarnęła „Morfina” wcale mnie nie dziwi, bo był to spektakl bezkonkurencyjny na naszych deskach. 
Tylko dla ścisłości dodam, że „Morfina” jest najlepszym spektaklem, Ewelina Marciniak jest najlepszą reżyserką, a Anna Kadulska jest najlepszą aktorką . Oczywiście według Jury tegorocznych Złotych Masek.


Jak już odbębniłam wszystkie najważniejsze informacje czas na refleksje i odczucia. Tak jak wspomniałam każde z tych słów w tytule ma dla mnie znaczenie. Zacznę od „łez”, ponieważ pojawiły się dość wcześnie. Czy u innych nie wiem, ale u mnie na pewno, a to za sprawą (dla mnie niespodziewanej) wizyty Tomasza Kowalskiego, który po 10 miesiącach powrócił choć na chwilę na deski  Śląskiego, aby otrzymać nagrodę ZASP-u im. Leny Starke z rąk Ewy Leśniak. Tuż po tym, główny odtwórca roli Ryśka Riedla, zaśpiewał dla nas i z nami „Sen o Victorii” i „Whisky” oraz zapowiedział, że tak łatwo się go nie pozbędziemy i jeszcze tu wróci.

Po takich emocjach, które z tego co widziałam nie udzieliły się tylko mnie, zostało już tylko rozdać Złote Maski. Lecz nie chce pisać o statuetkach, bo to sprawa sporna. Każdemu należała  się nagroda za to, że działa w sferze teatru i to jeszcze na Śląsku, ale wiadomo, że liczba zwycięzców jest ograniczona. Mimo to wszyscy powinniśmy się cieszyć, że nadal jest komu przyznawać Maski, a Teatry na Śląsku nadal trzymają się nieźle.


Mnie jednak bardziej interesowały zachowania aktorów, reżyserów i innych wygranych podczas otrzymywania statuetek. Ciężko stwierdzić czy aktorzy mieli tylko Maski w ręku czy może i na twarzach. Tak czy siak, większość reakcji i podziękowań były faktycznie pełne emocji i wyglądało to na szczerą radość. Szczególnie należy zauważyć tych, którzy wybili się ze sztywnej konwencji zachowań jak np. p. Anna Kadulska, która zeszła ze sceny boso (dostała nagrodę za rolę Heli – bohaterki którą gra ponad dwie godziny boso na scenie w szybie Wilson), ale szczęśliwa i z Maską (i tak trzymać).

Było już o łzach i maskach to teraz czas na słowa. Nie trudno zauważyć, że były one nieodzowną częścią wydarzenia, ale mniej oczywistym jest, że były one śpiewane, czytane, wykrzyczane czy szeptane (to ostatnie wyłącznie przez niesfornych widzów). Co do śpiewu to oprócz znakomitego głosu Tomasza Kowalskiego należy wspomnieć o włoskich, angielskich i polskich (!) słowach jakie wyśpiewywała nam Paola Tomalino wraz z zespołem. Wracają do podziękowań, to nie tylko zachowania, ale i słowa były ważne. Szczególnie ciekawe wypowiedzi dostrzegłam u Sambora Dudzińskiego, który wspominał, że zawsze stara się być sługą, bo należy służyć innym i to jest dla niego najwyższa wartość, że za każdym razem zaczyna od zera i, że zwycięzcą są Ci, którzy poszukują prawdy. Ciężko się z tym nie zgodzić, a niektórzy koledzy mogliby brać przykład z aktora. 
Jeszcze jedną osobą, o której jak na razie wspomniałam za mało, jest Ewelina Marciniak (reż. „Morfiny”), która po odebraniu Złotej Maski powiedziała, że wygraną  uznaje za zaproszenie do dalszej współpracy, czego bardzo bym sobie życzyła. Tylko takie osoby mogą zrobić prawdziwe zamieszanie i dodać kolorytu współczesnemu teatrowi. Idąc za słowami Marciniak - "po to mamy oczy z przodu, żeby patrzeć w przyszłość", ja patrzę w przyszłość i widzę świetne spektakle, nagrody  i co najważniejsze – świeżość i otwartość na nowego widza.

Dyrektor Teatru Śląskiego Robert Talarczyk pod  koniec chyba trzykrotnie zapraszał na bankiet po gali (choć na to chyba nie trzeba zapraszać, bo zawsze są chętni). Ja pójdę o krok dalej i zaproszę wszystkich do teatru, i to nie tylko Śląskiego, ale każdego, który jest godny odwiedzenia.
A za rok znów zapraszam na Galę Złotych Masek. Może tym razem o „Czarnym Ogrodzie” będzie głośno?