Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Mariusz Partyka, data publikacji: 2014.12.18

STUDIUM, CZYLI ZAPACH SCENY I POSZUKIWANIE RÓL

Rozmawiam z Kasią Gołąb i Marysią Baładżanow, studentkami trzeciego roku Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim.

Wpisy na blogu ilustruje dla nas Robert Trojanowski

Dlaczego Studium?

Marysia Baładżanow: Zawsze chciałam studiować aktorstwo, a że mieszkam na Śląsku, to wybrałam Studium przy Teatrze Śląskim. Ale chyba ważniejszym powodem było to, że tutaj wiedzę teoretyczną można od razu przekuć w praktykę. Dodatkowym plusem jest samo miejsce, zajęcia odbywają się na terenie teatru, a my możemy na żywo podglądać proces tworzenia spektakli, no i naszych świetnych profesorów, którzy są w przeważającej części aktorami Teatru Śląskiego.

Kasia Gołąb: O Studium dowiedziałam się od mojego kolegi, który powiedział, że tutaj jest fajna szkoła aktorska i świetna atmosfera. Dla mnie również duże znaczenie miało to, że Studium działa przy teatrze.

Opowiedzcie coś na temat tego, co przygotowujecie teraz w Studium, czyli o egzaminach semestralnych, które w większości są otwarte i można przyjść i obejrzeć efekt waszej pracy.

KG: W tym roku rozpoczęliśmy współpracę z panią Bogusią Murzyńską, z którą będziemy robili kilka projektów. Przede wszystkim przygotowuje z nami spektakl „Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej, na który już teraz serdecznie zapraszamy.

MB: Poza tym przygotowujemy sceny pod kierunkiem pani Bogusi. Po trzech latach wspólnych studiów nareszcie możemy z Kasią pracować razem. Jest to scena z „Utarczek” Catherine Hayes. Od jakiegoś czasu przegryzamy się przez tekst i już wiemy, że będzie to wielkie aktorskie wyzwanie. Gramy siostry, które po burzliwej przeszłości i niewyjaśnionych sytuacjach spotykają się przy łóżku umierającej matki.

KG: Nie zapominajmy też o „Tramwaju zwanym pożądaniem”, „Norze” i „Pannie bez posagu”, z których sceny przygotowują, pod czujnym okiem pani Bogusi, nasi koledzy.

Czyli zapowiadają się interesujące egzaminy semestralne w wykonaniu waszego roku, bo później już spektakl, czy też spektakle dyplomowe. Co będziecie wystawiać?

MB: Zacznijmy od tego, że na koniec poprzedniego roku akademickiego zagraliśmy na egzaminie adaptację książki „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” Olivera Sacksa w reżyserii Agnieszki Radzikowskiej. Zarówno widzowie, jak i pedagodzy entuzjastycznie podeszli do naszego spektaklu, ku naszej ogromnej radości. Dlatego też postanowiliśmy, że ta sztuka – po małych poprawkach – będzie również naszym drugim spektaklem dyplomowym.

Rzeczywiście było to bardzo dobre przedstawienie, a podwójne dyplomy w Studium to moim zdaniem świetny pomysł, zresztą już przetestowany w poprzednim sezonie, kiedy wystawiono „Popielaty welon” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w reżyserii Bogumiły Murzyńskiej oraz „Snack Story” w reżyserii Roberta Talarczyka. Ten spektakl stał się częścią repertuaru sceny w Malarni Teatru Śląskiego. A co będzie waszym pierwszym dyplomem?

KG: Jeszcze tego nie wiemy, cały czas trwają dyskusje.

Czy grałyście już lub gracie na scenie albo w filmach?

KG: Obie zagrałyśmy na pierwszym roku Studium w „Królu Edypie” w reżyserii Grzegorza Kempinskiego w Teatrze Śląskim. Było to niesamowite wejście w teatr i zapowiedź tego, co będzie się działo dalej. Marysia obecnie gra w „Skazanym na bluesa” Arkadiusza Jakubika. Ja zagrałam w krótkometrażowym filmie SF „Iron Cloud” w reżyserii Nikodema Wojciechowskiego.

Niedawno powstało przy Teatrze Śląskim stowarzyszenie Czwarta Scena. Jaki jest cel jego powstania?

MB: Założycielem i pomysłodawcą stowarzyszenia jest Michał Piotrowski, również absolwent naszego Studium. Stowarzyszenie ma na celu integrację ludzi, którzy ukończyli Studium, tak żeby po zakończeniu nauki można było się spotkać i tworzyć teatr.

KG: Stowarzyszenie ma bardzo demokratyczne założenia i każdy z nas może wysunąć propozycje tego, co będziemy robić, jakie wystawiać sztuki. Pierwsze premiery odbędą się już w kwietniu 2015 roku, jedną z nich będzie prawdopodobnie nasze przedstawienie, o którym opowiadałyśmy wcześniej, „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”.

Przed miesiącem zakończył się w festiwal Interpretacje. Co sądzicie o tegorocznej edycji? Jaki spektakl wywarł na was największe wrażenie?

MB: Oglądałam „Dziady” w reżyserii Radosława Rychcika i „Wesele” w reżyserii Marcina Libery. Bardzo podobały mi się „Dziady”, bo to zupełnie nowe spojrzenie na ten dramat, odświeżające. Do tej pory nie rozumiałam tego dzieła, tak jak bym chciała, nie byłam w stanie go rozgryźć, a po obejrzeniu interpretacji Rychcika wiele spraw mi się rozjaśniło.

KG: Mnie niestety udało się zobaczyć tylko „Wesele”. Uważam jednak, że sama idea festiwalu jest świetna, bo można w jednym miejscu przez kilka dni obejrzeć najciekawsze przedstawienia z całego kraju.

W Katowicach, i na całym Śląsku, jest kilka małych teatrów. To dobry pomysł na funkcjonowanie w środowisku?

KG: Jak najbardziej! Jeżeli jest potrzeba, to należy robić teatr wszędzie, gdzie się da. Małe teatry mają wiele zalet. Przede wszystkim niezależność. Oraz to, że angażują i integrują mnóstwo utalentowanych i wrażliwych osób, które inaczej nie miałyby gdzie wystawiać swoich spektakli.

Czy po dyplomie swoją przyszłość chcecie wiązać ze Śląskiem?

MB: Chciałabym zostać tu, skąd pochodzę – zwłaszcza że od kilku lat wytwarza się tu wspaniała atmosfera pracy i powstają nowe możliwości, aby tworzyć kulturę, teatr. Myślę, że Katowice są bardzo rozwojowe i mam nadzieję, że sporo uda mi się zdziałać. Poza tym na Śląsku jest wiele różnorodnych teatrów – zarówno dramatycznych, jak i muzycznych – w których chciałabym w przyszłości pracować.

KG: Też chciałabym tutaj grać, ale widomo, że sytuacja młodych aktorów po ukończeniu uczelni nie jest prosta, więc prawdopodobnie będę musiała jeździć, tak jak zresztą większość, za pracą. Czyli to nie role będą szukały mnie, ale ja ról.

I na koniec, co was w teatrze najbardziej fascynuje?

MB: Mnie chyba najbardziej ta relacja, która wytwarza się między aktorem a publicznością. I ta chwila, te sekundy przed podniesieniem kurtyny, to drżenie nóg i brak tchu, to jest naprawdę uzależniające. I zapach sceny.

KG: Przede wszystkim  ta chwila, kiedy tworzy się rolę i nagle coś pyknie, i już jesteś tą postacią, nad którą pracowało się tak długo i ciężko. To piękne zwieńczenie całego twórczego procesu.

Dziękuję wam za rozmowę.



Sebastian Pypłacz, data publikacji: 2014.12.16

ŚWIATŁO W TEATRZE ŚLĄSKIM

Zastanawialiście sie kiedyś jak wygląda praca, że światłem przy spektaklu? Ile osób się tym zajmuje albo co się stanie, gdy nagle zabraknie prądu?

Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w moim pierwszym vlogu:

 

 

 

 



Mariusz Partyka, data publikacji: 2014.12.11

KONCERT KATARZYNY GRONIEC W TEATRZE ŚLĄSKIM

Dzisiaj w Teatrze Śląskim odbył się koncert Katarzyny Groniec. Artystka zaśpiewała piosenki z nowej płyty "ZOO z piosenkami Agnieszki Osieckiej", m.in. "Wielka woda", "Kokaina", "ZOO", "Piosenka o życiu ptasim".

Więcej zdjęć z koncertu tutaj:http://mariuszpartyka.wordpress.com/2014/12/11/koncert-katarzyna-groniec-w-teatrze-slaskim/

Można tez obejrzeć fotografie z poprzednich koncertów, jakie odbyły się w Teatrze Śląskim.

Koncert Renaty Przemyk: http://mariuszpartyka.wordpress.com/2014/12/01/koncert-renaty-przemyk-w-teatrze-slaskim/

Koncert The Dumplings: http://mariuszpartyka.wordpress.com/2014/10/23/the-dumplings-w-teatrze-slaskim/



Natalia Stryj, data publikacji: 2014.12.09

CHODŹMY DO ĆMY, BO KTO JAK NIE MY

Po ponad półrocznej przerwie powracają na afisz barowo-kawiarniane podziemia teatralne w nowej odsłonie. Od soboty przyjmuje nas z otwartymi skrzydełkami „ĆMA”, czyli nowe bistro - bar przy Scenie Kameralnej. Nie kończy się jednak na zmianie nazwy. Wystrój jak i klimat również przeszedł rewolucję. Zniknęły fioletowe, bellmerowskie ściany, a zamiast nich pojawiła się modna w tym sezonie szarość, biel i czerwień. Do tego jest stylowy minimalizm i ciut więcej miejsc. Nowe wnętrza idealnie wpisują się w obecny wizerunek Teatru.

Jest to o tyle wyjątkowa „ĆMA”, że funkcjonuje również w ciągu dnia, a konkretniej od 9.30 można tam zjeść świeże croissanty i inne śniadaniowe przysmaki, a do tego polecam prawdziwą czekoladę na gorąco lub świeżo parzoną kawę.  Zresztą tam wszystko jest świeże i przygotowywane na miejscu: od ciast, przez lunchyki, brunchyki, aż po obiady i przekąski.

Czym szczególnie zachęciła mnie „ĆMA”?  Na pewno „wyjściem z podziemia” na foyer, przed Scenę Kameralną, gdzie stoliki będą ustawione przy oknach z widokiem na ul. Warszawską. Dodatkowo od nowego roku mają się odbywać koncerty, kabarety i pokazy filmowe, zarówno w foyer („Muza w foyer”) jak i w lokalu (np. „czwartkowe jam session”). Nie mogę puścić mimo uszu jeszcze dwóch ważnych zdań gospodarza: „nie będziemy zabijać cenami” oraz „będą promocje studenckie”. Sądzę, że to przekona nawet największych sceptyków.

Pomimo tego, że "ĆMA" hula zaledwie od kilku dni, to nie narzeka na brak klientów. Już podczas otwarcia w sobotni wieczór było tak dużo ludzi, że nie dla wszystkich starczyło miejsc. Życzę, aby frekwencja zawsze dopisywała, a z mojej strony mogę zapewnić, że będę „donosić” o wszystkich wieściach z teatralnego podziemia. Na razie dajmy się zadomowić "ĆMIE" w nowym miejscu i życzmy jej powodzenia.

Wpisy na blogu ilustruje dla nas Robert Trojanowski