Logo





W BLOGACH STARTOWYCH



BLOG TEATRALNY


ARTUR PAŁYGA

Dramaturg Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach




ARCHIWUM



OSTATNIE WPISY


Sebastian Pypłacz, data publikacji: 2014.12.25

MAGAZYN KOSTIUMÓW

Zastanwialiście się kiedyś gdzie trafiają kostiumy po zdjęciu spektaklu? Jak wygląda magazyn kostiumów oraz ile znajduje się w nim strojów?

Odpowiedzi szukajcie w dziejszym vlogu na YouTube:



Natalia Stryj, data publikacji: 2014.12.22

ŚWIĄTECZNE KLIMATY W TEATRZE ŚLĄSKIM

Wpisy na blogu ilustruje dla nas Robert Trojanowski

Już po raz 23 mieliśmy okazję spędzić niedzielne południe z aktorami i pracownikami Teatru Śląskiego. Była to jednak wizyta nietypowa. Aktorzy nie odgrywali ról, a po zejściu ze sceny nie rozeszli się od razu do domów jak to zwykle bywa. Widzowie też czuli się jakby swobodniej, bardziej domowo. Wszystko to za sprawą nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia i zorganizowanego przez panią Bogumiłę Murzyńską wspólnego kolędowania.

Podczas tegorocznego spotkania mogliśmy zobaczyć studentów Studium Aktorskiego, którzy odgrywali może swoje pierwsze role na deskach Dużej Sceny, a nawet dużo młodszych artystów takich jak Michał Kupczak, który ujął widzów swoją wspaniałą grą na klarnecie. Oczywiście nie zabrakło również doświadczonych i wszystkim dobrze znanych aktorów m. in. Aliny Chechelskiej, Antoniego Gryzika, Ewy Leśniak, Jerzego Głybina czy Agnieszki Radzikowskiej, Dariusza Chojnackiego, Katarzyny Błaszczyńskiej oraz Bartłomieja Błaszczyńskiego. Moją uwagę zwróciła również widownia, na której zasiadały także całe rodziny z dziećmi, co tworzyło bardzo ciepły klimat i familijną atmosferę świąt. Ważnym elementem tego świątecznego spotkania była też akcja charytatywna na rzecz dzieci z domów dziecka oraz małych pacjentów naszego Centrum Zdrowia Dziecka.

Kolędowanie to jest piękną tradycją, ale i kolejnym dowodem na to, że ten Teatr to nie tylko instytucja kultury. To jedna wielka rodzina, która chce spędzać ze sobą czas, nawet poza godzinami pracy. I choć zorganizowanie takiego wydarzenia jest nie lada wyczynem, to dzięki determinacji p. Bogusi Murzyńskiej zawsze wszystko się udaje i oby udawało się jeszcze przez wiele, długich lat. 



Mariusz Partyka, data publikacji: 2014.12.18

STUDIUM, CZYLI ZAPACH SCENY I POSZUKIWANIE RÓL

Rozmawiam z Kasią Gołąb i Marysią Baładżanow, studentkami trzeciego roku Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim.

Wpisy na blogu ilustruje dla nas Robert Trojanowski

Dlaczego Studium?

Marysia Baładżanow: Zawsze chciałam studiować aktorstwo, a że mieszkam na Śląsku, to wybrałam Studium przy Teatrze Śląskim. Ale chyba ważniejszym powodem było to, że tutaj wiedzę teoretyczną można od razu przekuć w praktykę. Dodatkowym plusem jest samo miejsce, zajęcia odbywają się na terenie teatru, a my możemy na żywo podglądać proces tworzenia spektakli, no i naszych świetnych profesorów, którzy są w przeważającej części aktorami Teatru Śląskiego.

Kasia Gołąb: O Studium dowiedziałam się od mojego kolegi, który powiedział, że tutaj jest fajna szkoła aktorska i świetna atmosfera. Dla mnie również duże znaczenie miało to, że Studium działa przy teatrze.

Opowiedzcie coś na temat tego, co przygotowujecie teraz w Studium, czyli o egzaminach semestralnych, które w większości są otwarte i można przyjść i obejrzeć efekt waszej pracy.

KG: W tym roku rozpoczęliśmy współpracę z panią Bogusią Murzyńską, z którą będziemy robili kilka projektów. Przede wszystkim przygotowuje z nami spektakl „Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej, na który już teraz serdecznie zapraszamy.

MB: Poza tym przygotowujemy sceny pod kierunkiem pani Bogusi. Po trzech latach wspólnych studiów nareszcie możemy z Kasią pracować razem. Jest to scena z „Utarczek” Catherine Hayes. Od jakiegoś czasu przegryzamy się przez tekst i już wiemy, że będzie to wielkie aktorskie wyzwanie. Gramy siostry, które po burzliwej przeszłości i niewyjaśnionych sytuacjach spotykają się przy łóżku umierającej matki.

KG: Nie zapominajmy też o „Tramwaju zwanym pożądaniem”, „Norze” i „Pannie bez posagu”, z których sceny przygotowują, pod czujnym okiem pani Bogusi, nasi koledzy.

Czyli zapowiadają się interesujące egzaminy semestralne w wykonaniu waszego roku, bo później już spektakl, czy też spektakle dyplomowe. Co będziecie wystawiać?

MB: Zacznijmy od tego, że na koniec poprzedniego roku akademickiego zagraliśmy na egzaminie adaptację książki „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” Olivera Sacksa w reżyserii Agnieszki Radzikowskiej. Zarówno widzowie, jak i pedagodzy entuzjastycznie podeszli do naszego spektaklu, ku naszej ogromnej radości. Dlatego też postanowiliśmy, że ta sztuka – po małych poprawkach – będzie również naszym drugim spektaklem dyplomowym.

Rzeczywiście było to bardzo dobre przedstawienie, a podwójne dyplomy w Studium to moim zdaniem świetny pomysł, zresztą już przetestowany w poprzednim sezonie, kiedy wystawiono „Popielaty welon” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w reżyserii Bogumiły Murzyńskiej oraz „Snack Story” w reżyserii Roberta Talarczyka. Ten spektakl stał się częścią repertuaru sceny w Malarni Teatru Śląskiego. A co będzie waszym pierwszym dyplomem?

KG: Jeszcze tego nie wiemy, cały czas trwają dyskusje.

Czy grałyście już lub gracie na scenie albo w filmach?

KG: Obie zagrałyśmy na pierwszym roku Studium w „Królu Edypie” w reżyserii Grzegorza Kempinskiego w Teatrze Śląskim. Było to niesamowite wejście w teatr i zapowiedź tego, co będzie się działo dalej. Marysia obecnie gra w „Skazanym na bluesa” Arkadiusza Jakubika. Ja zagrałam w krótkometrażowym filmie SF „Iron Cloud” w reżyserii Nikodema Wojciechowskiego.

Niedawno powstało przy Teatrze Śląskim stowarzyszenie Czwarta Scena. Jaki jest cel jego powstania?

MB: Założycielem i pomysłodawcą stowarzyszenia jest Michał Piotrowski, również absolwent naszego Studium. Stowarzyszenie ma na celu integrację ludzi, którzy ukończyli Studium, tak żeby po zakończeniu nauki można było się spotkać i tworzyć teatr.

KG: Stowarzyszenie ma bardzo demokratyczne założenia i każdy z nas może wysunąć propozycje tego, co będziemy robić, jakie wystawiać sztuki. Pierwsze premiery odbędą się już w kwietniu 2015 roku, jedną z nich będzie prawdopodobnie nasze przedstawienie, o którym opowiadałyśmy wcześniej, „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”.

Przed miesiącem zakończył się w festiwal Interpretacje. Co sądzicie o tegorocznej edycji? Jaki spektakl wywarł na was największe wrażenie?

MB: Oglądałam „Dziady” w reżyserii Radosława Rychcika i „Wesele” w reżyserii Marcina Libery. Bardzo podobały mi się „Dziady”, bo to zupełnie nowe spojrzenie na ten dramat, odświeżające. Do tej pory nie rozumiałam tego dzieła, tak jak bym chciała, nie byłam w stanie go rozgryźć, a po obejrzeniu interpretacji Rychcika wiele spraw mi się rozjaśniło.

KG: Mnie niestety udało się zobaczyć tylko „Wesele”. Uważam jednak, że sama idea festiwalu jest świetna, bo można w jednym miejscu przez kilka dni obejrzeć najciekawsze przedstawienia z całego kraju.

W Katowicach, i na całym Śląsku, jest kilka małych teatrów. To dobry pomysł na funkcjonowanie w środowisku?

KG: Jak najbardziej! Jeżeli jest potrzeba, to należy robić teatr wszędzie, gdzie się da. Małe teatry mają wiele zalet. Przede wszystkim niezależność. Oraz to, że angażują i integrują mnóstwo utalentowanych i wrażliwych osób, które inaczej nie miałyby gdzie wystawiać swoich spektakli.

Czy po dyplomie swoją przyszłość chcecie wiązać ze Śląskiem?

MB: Chciałabym zostać tu, skąd pochodzę – zwłaszcza że od kilku lat wytwarza się tu wspaniała atmosfera pracy i powstają nowe możliwości, aby tworzyć kulturę, teatr. Myślę, że Katowice są bardzo rozwojowe i mam nadzieję, że sporo uda mi się zdziałać. Poza tym na Śląsku jest wiele różnorodnych teatrów – zarówno dramatycznych, jak i muzycznych – w których chciałabym w przyszłości pracować.

KG: Też chciałabym tutaj grać, ale widomo, że sytuacja młodych aktorów po ukończeniu uczelni nie jest prosta, więc prawdopodobnie będę musiała jeździć, tak jak zresztą większość, za pracą. Czyli to nie role będą szukały mnie, ale ja ról.

I na koniec, co was w teatrze najbardziej fascynuje?

MB: Mnie chyba najbardziej ta relacja, która wytwarza się między aktorem a publicznością. I ta chwila, te sekundy przed podniesieniem kurtyny, to drżenie nóg i brak tchu, to jest naprawdę uzależniające. I zapach sceny.

KG: Przede wszystkim  ta chwila, kiedy tworzy się rolę i nagle coś pyknie, i już jesteś tą postacią, nad którą pracowało się tak długo i ciężko. To piękne zwieńczenie całego twórczego procesu.

Dziękuję wam za rozmowę.



Sebastian Pypłacz, data publikacji: 2014.12.16

ŚWIATŁO W TEATRZE ŚLĄSKIM

Zastanawialiście sie kiedyś jak wygląda praca, że światłem przy spektaklu? Ile osób się tym zajmuje albo co się stanie, gdy nagle zabraknie prądu?

Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w moim pierwszym vlogu: